niedziela, 25 sierpnia 2013

Chapter Eighth



Sunlight comes creeping in
Illuminates our skin
We watched the day go by
Stories of what we did
It made me think of you
It made me think of you...


Licznik: 30 dni

Powoli zaczynałam się przebudzać. Było mi trochę niewygodnie, bowiem leżałam na kanapie, która do najlepszych miejsc do spania zdecydowanie nie należała. Nadal jednak nie otwierałam oczu. Miałam nadzieję, że mimo wszystko jeszcze na trochę zasnę. Ciągle czułam się wyczerpana.
Chciałam zmienić trochę pozycję, ułożyć się wygodniej, ale kiedy chciałam się wyprostować poczułam, że na sofie nie jestem sama. Zaskoczona natychmiast otworzyłam szeroko oczy i aż podskoczyłam. 
Leżałam oparta o chłopaka swojego życia, który nadal słodko drzemał. W pierwszej chwili pomyślałam, że znowu jest normalnie, jak dawniej... Ale kiedy zobaczyłam blond kosmyki na ramionach powróciłam do rzeczywistości. Przypomniał mi się cały wczorajszy dzień i wieczór...
Harry znalazł mnie przy grobie i ledwo udało mi się to jakoś wytłumaczyć. Potem zabrałam go do siebie, gdzie trochę pogadaliśmy przy herbacie. A potem on najzwyczajniej w świecie zasnął. A ja zaraz po nim.
W tym momencie dotarło do mnie, że mam go przy sobie, ale nie tak jakbym chciała. Nie mogę się do niego przytulić, nie mogę powiedzieć, że go kocham. Nie mogę powiedzieć, że nie mam do niego żalu o ten wypadek. Nie  mogę go pocałować. Nie mogę mu wyznać tego, kim naprawdę jestem. Mogę jedynie próbować go w sobie rozkochać. Ale tak od razu, to nie wypada. 
Wychodzi na to, że gówno mogę. 

Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał godzinę 7:16. Jeszcze wcześnie. Postanowiłam go nie budzić. Tyle wycierpiał, należy mu się spokojny sen. Próba jest dopiero o 10:00, a do studia stąd przecież niedaleko. Ja sama wiedziałam, że już nie dam rady zasnąć, dlatego wstałam i pomaszerowałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Rozczesałam je i zostawiłam wilgotne, bowiem suszarka z pewnością obudziłaby Harry'ego. Zrobiłam bardzo delikatny makijaż, na który składało się nałożenie podkładu na twarz i pociągnięcie rzęs mascarą. Ostatni raz obejrzałam się w lustrze i pobiegłam po cichu do garderoby. Wyciągnęłam z niej miętowe rurki i białą tunikę z rękawem 3/4. Pospiesznie się w to wcisnęłam i doszłam do wniosku, że trzeba zrobić śniadanie. 
Będąc w kuchni przez chwilę zastanawiałam się co mogłabym przyrządzić. Pamiętałam, że Hazz uwielbia zwykłą jajecznicę, dlatego postanowiłam właśnie to upichcić. 
Po kilkunastu minutach wszystko było już gotowe. Oprócz gorącej, mocnej kawy. Czym prędzej doskoczyłam do expresu i właściwie go nastawiłam. 
Kiedy odwróciłam się z filiżanką w ręku o mało co jej nie upuściłam. Tuż za mną stał Harry. 
- Przestraszyłeś mnie! - Powiedziałam i wypuściłam powoli powietrze z płuc. Dopiero w tym momencie doszło do mnie, jak słodko wygląda zaspany. Jego loki opadały swobodnie na czoło, a półprzytomna buźka sprawiała, że uśmiech sam cisnął mi się na twarz. Dawno nie widziałam go o poranku. Brakowało mi tego widoku. 
- Przepraszam. Myślałem, że słyszałaś jak przyszedłem. I przepraszam za to, że zostałem na noc. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Było mnie obudzić.  - Odparł zmieszany całą tą, bądź co bądź, dziwną sytuacją. 
- Nic się nie stało. Byłeś przemęczony, sen ci się należał. Tak w ogóle, to dzień dobry. - uśmiechnęłam się promiennie, co chłopak odwzajemnił. Serce mi przez to na moment stanęło. 
Znałam ten uśmiech ponad pół roku, a mimo to działał on na mnie wciąż tak samo. 
- Zapraszam do stołu, zjemy coś zanim pójdziemy do studia. - Razem usiedliśmy i w miłej atmosferze zjedliśmy całe śniadanie przygotowane przeze mnie. Byłam cholernie ciekawa czy Harry'emu smakowało. Dlatego ucieszyłam się słysząc jego pozytywny komentarz.
- Jejku, to było genialne Julie! Jakbym jadło coś zrobionego przez... A zresztą, nieważne. Po prostu, świetnie gotujesz. Nawet zwykłą jajecznicę. - Uniósł lekko kąciki ust do góry, co sprawiło, że jego śliczne dołeczki ukazały się w całej swojej okazałości. 
- Dziękuję. - Odpowiedziałam wesoło i wypiłam do końca ciepłą kawę. Dobrze wiedziałam czemu Hazz nie dokończył swojej wypowiedzi. Miał zamiar znowu porównać mnie do... Samej siebie? Boże, jakie to wszystko jest popieprzone! 
Chcąc wyrzucić te myśli z głowy spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 9:00. Chłopak widząc, że swoje oczy kieruję na cyferblat sam na niego luknął. Widząc go prawie zakrztusił się napojem, którą właśnie pił i szybko wstał od stołu. 
- Jezu, spóźnimy się! - Wykrzyknął. - Chłopaki mnie zabiją! Nas zabiją! 
- Spokojnie, przecież ode mnie do studia jest jakieś 10 minut pieszo. Mamy prawie godzinę. - Powiedziałam rozbawiona jego przerażeniem, które mimo moich słów nie ustępowało.
- Myślisz, że ja się w tyle wyszykuję?! - Miałam ochotę roześmiać się głośno. Zapomniałam, że on potrafi siedzieć w łazience dłużej niż ja. W końcu sławny Harry Styles, bożyszcze nastolatek i nie tylko nie może się źle prezentować.
- Wierzę w ciebie. Nie trać czasu, idź się umyć. - Wstałam od stołu z bananem na twarzy widząc biegnącego wręcz szatyna. W czasie kiedy on doprowadzał się do doskonałości, ja zmywałam naczynia i sprzątałam po posiłku. 

[...]

- Już jesteśmy!!! - Krzyknął zdyszany Harry, kiedy wbiegliśmy do studia nagrań. Liam już miał skomentować to spóźnienie, ale kiedy zobaczył, że przyszliśmy razem zaniemówił. Reszta wlepiła w naszą dwójkę zaciekawiony wzrok. Widziałam lekki grymas na twarzy Louis'a, no cóż - pewnie pomyślał sobie to samo co Susane i Patty wczoraj. Kiedy brunet spostrzegł, że się w niego wpatruję natychmiast przybrał neutralny wyraz twarzy. 
Czułam, że policzki robią mi się czerwone. Każdy z nich gapił się jakby zobaczyli nie wiadomo co. No bo co, znajomi już sobie nie mogą przyjść razem do pracy? Przecież nie mamy wypisanego na czołach tego, że Harry spał u mnie na kanapie. Chociaż... Te ich miny sprawiały, że zaczynałam mieć wątpliwości. 
- Em, to może na początek się rozśpiewamy? - Zaproponowałam i zdjęłam płaszcz, który po chwili leżał już na krześle. 
- Już to zrobiliśmy zanim przyszliście. - Powiedział niezbyt przyjemnym tonem Malik. Spojrzałam zaskoczona w jego stronę i nie wiedziałam co zrobić. W przeciwieństwie do Tommo, on nie zmienił wyrazu twarzy po tym jak nawiązałam z nim kontakt wzrokowy. Nadal obrzucał mnie dziwnym spojrzeniem. Oj, chyba nie będę tu mile widziana... 
- W takim razie Zayn, zaśpiewaj mi swoją część "Moments''. Wierzę, że znasz już na pamięć. - Odparłam i zobaczyłam coś w jego czekoladowych oczach. Zdziwienie pomieszane ze złością. Czyżbym trafiła w czuły punkt? 
- Dooobra, powtórzmy rozśpiewkę. Coś czuję, że panna blondi da nam dziś popalić. - Mruknął, a ja uśmiechnęłam się z satysfakcją. Nie będzie mi gwiazdeczka takim tonem gadać. 

Dwie godziny później...

- Dobra, pół godzinki przerwy na lunch i te sprawy. Wróćcie proszę punktualnie, mamy dużo pracy. - Powiedziałam, na co całe One Direction zareagowało bardzo optymistycznie. Niemal wybiegli z pokoju prób jakby uciekali przed ogniem. Chyba trochę ich wymęczyłam. Ale taka już moja natura, nic nie poradzę. Jak nad czymś pracuję, to musi być to zrobione perfekcyjnie. 
Nie chciałam iść za nimi, bowiem zdawałam sobie sprawę z tego, że 3/4 zespołu mnie nie polubiło. A dokładniej mówiąc, mojego nowego wcielenia. Stare przecież uwielbiali. To pewnie też dlatego tak bardzo nie trawią "blondi". Zrezygnowana usiadłam przy pianinie i zaczęłam sobie grać. Pierwsza piosenka jaka przyszła mi do głowy, to Skinny love. Cicho ją sobie podśpiewywałam. Uwielbiałam Birdy, a najbardziej właśnie ten utwór. Wiem, że to tylko cover, ale wykonuje go genialnie. Chciałabym mieć taki wokal i tak ogromną wrażliwość muzyczną jak ta młoda nastolatka. 
Byłam już bliska refrenu, kiedy w sali rozległ się dźwięk dzwonka. Rozejrzałam się i podeszłam do płaszcza, z którego wydobywała się melodia. Od razu rozpoznałam, że ubranie należy do Harry'ego. Wyjęłam powoli urządzenie i chciałam mu je zanieść, ale nagle z kieszeni coś wypadło. Zamurowało mnie kiedy zorientowałam się, co to właściwie było. 
Nasze zdjęcie. Nasze wspólne zdjęcie sprzed kilku tygodni. Jego urodziny. Podniosłam fotografię z ziemi i usiadłam na krześle obok. Nie wiem ile czasu na nią patrzyłam. Nie byłam w stanie oderwać od niej oczu. Harry i ja. Razem. Tacy szczęśliwi. Uśmiechnięci. Zakochani. 

* - Alex, gdzie ty mnie do cholery prowadzisz?
- Zobaczysz. - Powiedziałam i ścisnęłam mocniej jego rękę. Uśmiechnęłam się tajemniczo i przyspieszyłam. Chłopak nie mógł za mną nadążyć. 
- No weź powiedz, proszę! - Jęknął i zrobił maślane oczka. Zaśmiałam się i cmoknęłam go delikatnie w usta. 
- Nie można wiedzieć wszystkiego od razu. - Poruszyłam znacząco brwiami i podeszłam razem z Harry'm do niewielkiego budynku, który się przed nami pojawił. Otworzyłam szeroko drzwi i zaprosiłam go do środka. Ten zmieszany pokręcił głową i wszedł. 
- Czemu tu jest tak cie.. - Urwał, ponieważ wszystkie światła nagle się zapaliły. Przed nami stała setka ludzi, która zaczęła śpiewać "Happy birthday". Widziałam niemały szok w zielonych tęczówkach ukochanego. Po chwili do grona imprezowiczów dotarła mama szatyna, która wwiozła apetycznie wyglądający tort. 
- Wszystkiego najlepszego, synku! - Wykrzyknęła i przytuliła go mocno. Kiedy się od siebie oderwali Anne uśmiechnęła się szeroko w moją stronę i wystawiła ku mnie dłoń.
- Dobra robota kochanie! 
- Dziękuję, starałam się. - Odpowiedziałam i przybiłam sobie z nią piątkę. Harry zdmuchnął świeczki i rozpoczęła się impreza. Goście porwali mojego chłopaka w wir rozmów, a ponieważ nie chciałam im przeszkadzać poszłam na kanapę. Siedziała tam Suse i Patty razem z Niall'em. 
- Co słychać? - Spytałam. 
- Genialne przyjęcie! Nieźle to zaplanowałyście z mamą Harry'ego! - Krzyknął uradowany blondyn.
- Hazz pewnie się ucieszył. - Dodała Susane.
- Nie wiem w sumie, był na pewno zszokowany. Ale czy mu się to podobało to musi ci sam powiedzieć. - Odparłam z delikatnym uśmiechem.
- Pewnie, że mi się podobało. - Usłyszałam nagle za sobą głęboki męski głos, który sprawiał, że przez moje ciało przechodziły przyjemne dreszcze. Szatyn objął mnie ramieniem i pocałował w policzek szepcząc cicho "dziękuję, kocham cię". Zarumieniłam się słysząc to wyznanie, przez co cała czwórka wybuchnęła śmiechem. 
Hazz już miał się odsunąć, ale Niall nagle wrzasnął.
- Zostań tak! Zrobię wam zdjęcie! - Zgarnął aparat ze stolika i pstryknął kilka fotek. Widząc je potem stwierdziliśmy wszyscy zgodnie, że Horan ma nowy talent - fotografowanie. Wyszliśmy naprawdę ślicznie. 

- Julie? - Usłyszałam zszokowany głos Niall'a. Spojrzałam w jego stronę. Stał tuż przy drzwiach, widać dopiero co wszedł. 
- Dlaczego płaczesz? Co się stało? - Łzy lały się po moich policzkach. Widząc je blondyn szybko podszedł bliżej. Wytrzeszczył oczy kiedy zdał sobie sprawę z tego co mam w ręku.
- I dlaczego do cholery masz zdjęcia Harry'ego i Alex?! - Nie wiedziałam co zrobić, najchętniej zapadłabym się w tym momencie pod ziemię...


* retrospekcja 


________

Ogłoszenia parafialne: 

1. Mam nadzieję, że długość rozdziału tym razem Wam odpowiada. Nie bijcie za to, że skończyłam w takim momencie, hihi ;>

2. Wszelkie pytania o rozdziały czy bezpośrednio do bohaterów zadawajcie na ASK'U. Nie chcę robić zbędnego spamu swoimi komentarzami pod rozdziałami. 

3. Informacje o nowych rozdziałach są na podstronie. Link jest w nawigacji z boku. 

4. Zapraszam serdecznie na mojego (w połowie) bloga this-is-for-you-darling.blogspot.com
zachęcam do czytania i komentowania ;)

5. Dziękuję za wszystkie komentarze. Dobrze, że jesteście :)

6. Z boku jest ankieta. Proszę, odpowiedzcie. 

7. NAJWAŻNIEJSZE.
Prowadzisz bloga i chciałabyś go rozsławić? Chcesz aby informacje o Twoich nowych rozdziałach pojawiały się na fb? Masz ochotę poznać bliżej autorów swoich ulubionych opowiadań? A może pragniesz przeczytać jakiegoś nowego bloga, ale nie wiesz jakiego? 
Jestem administratorką na fanpage'u BLOGGER - SECOND HOME.
Owa stronka działa od niedawna, jeśli masz fb (w co nie wątpię) polajkuj. To ważne. Będę wdzięczna. ;)

środa, 7 sierpnia 2013

Chapter Seventh


Tell them all I know now
Shout it from the roof tops
Write it on the sky line
All we had is gone now
Tell them I was happy
And my heart is broken
All my scars are open
Tell them what I hoped would be
Impossible, impossible

Impossible, impossible...


- Julie, co Ty tu do cholery robisz? 
Czuliście się kiedyś tak okropnie, że chcieliście zniknąć na moment z powierzchni Ziemi? Znacie to uczucie? Ja je właśnie przeżyłam.
- Eeee... - Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zielone tęczówki mierzyły mnie groźnym spojrzeniem, przez co jeszcze bardziej się zmieszałam. Myśl kobieto, myśl.
- Czemu jesteś przy grobie Alex?! - Krzyknął Harry, a mnie przez to przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Naprawdę mnie wystraszył. Znamy się już długo, ale nigdy nie widziałam go aż tak przepełnionego agresją.
- Odpowiedz! - Burknął i mocno mną potrząsnął. Widząc jego furię zaczęłam się modlić do Davida, aby jakoś opanował sytuację.
- Uspokój się. - Powiedziałam cicho i o dziwo podziałało. Chłopak puścił moje chude ramiona i umilkł. W jego pięknych oczach nie widziałam już gniewu, jedynie dezorientację.
- Julie, co Ty tu robisz? - Powtórzył swoje wcześniejsze pytanie, ale już spokojniej. W duchu podziękowałam aniołowi za to, że mi pomógł. Zanim odpowiedziałam szatynowi wzięłam głęboki oddech, aby ogarnąć swoje własne emocje. Nie ukrywajmy, nieźle się przeraziłam.
- Byłam odwiedzić grób babci i właśnie wracałam do domu, kiedy rzuciło mi się w oczy to zdjęcie. - Mówiąc wskazałam na ramę umieszczoną między wieńcami. - Przystanęłam, zobaczyłam datę śmierci i po imieniu skojarzyłam, że to musi być Twoja dziewczyna. - Kłamałam jak z nut, bez żadnego problemu. A przecież nigdy nie byłam dobra w te klocki. Chyba wraz z drugim życiem dostałam także nowe zdolności.
- Ale czemu stoisz tu tyle czasu?
- Modliłam się. - Palnęłam pierwsze, co przyszło mi do głowy. Harry ściągnął brwi, co oznacza, że intensywnie myślał nad tym co powiedziałam. Długo nic nie mówił.
- Eee słuchaj, jest zimno, może pójdziemy do mnie na herbatę? Jeszcze trochę pobędziesz na dworze, a nabawisz się jakiejś choroby. A wiesz, że to nic dobrego dla wokalisty. - Chciałam bardziej rozluźnić atmosferę i przede wszystkim zmienić temat.
- W sumie dobry pomysł. Liam mnie przetrzepie jak zobaczy, że mam chore gardło. - Uśmiechnęłam się delikatnie i ruszyłam w stronę wyjścia z cmentarza. W pewnym momencie rzuciły mi się w oczy dwie dziewczyny, które szły w naszą stronę. Wytężyłam wzrok i rozpoznałam w nich... Swoje przyjaciółki. 
- Kurwa, jeszcze ich w tym momencie tu brakowało... - Szepnął sam do siebie Harry, ale mimo to każde słowo usłyszałam. Z jednej strony poczułam się tak, jakby się mnie wstydził. Jednak po chwili doszło do mnie czemu nie uradował się ze spotkania Patt i Susane. Pewnie przeraził się ich reakcji na to, że był z jakąś dziewczyną. 
- Oo Hazz. - Powiedziała jedna z nich i już miała się uśmiechnąć, kiedy to jej spojrzenie wylądowało centralnie na mnie. Wzdrygnęłam się lekko widząc złowrogo nastawioną do mnie przyjaciółkę. Jednak przypomniałam sobie, że przecież ona nie zdawała sobie sprawy z tego, kto przed nią stał. To trochę mnie uspokoiło. 
- Miło mi was widzieć. To jest Julie, em... Julie, poznaj Susane i Patty. - Uśmiechnęłam się ciepło w stronę dziewczyn, jednak żadna z nich tego nie odwzajemniła. Poczułam przez to niemiłe ukłucie w sercu. Tak bardzo chciałam się do nich przytulić, a one miały ochotę udusić mnie gołymi rękoma. 
- Idziecie do Alex? - Spytał nieśmiało chłopak, na co blondynka przytaknęła. Zdziwiło mnie, że Suse nie odzywała się ani słowem. Spojrzałam na nią i zobaczyłam łzy kłębiące się w jej brązowych oczach. 
- Mhm, w takim razie pozostaje mi się pożegnać. Do zobaczenia. - Uśmiechnął się półgębkiem i już mieliśmy odchodzić, kiedy usłyszeliśmy szloch brunetki. Odwróciliśmy się w jej stronę i to co ujrzałam było przerażające. Susane była na skraju wytrzymałości. 
- Co, już się pocieszyłeś?! Alex zginęła kilka dni temu, a ty już masz inną! Jak, jak możesz?! Jeszcze przyprowadzasz ją na cmentarz! - Darła się i wpadała w coraz większą histerię. Patt przytuliła ją mocno i bezdźwięcznie przeprosiła naszą dwójkę za słowa, który wypłynęły z ust brunetki. Harry nic nie powiedział, tylko złapał mnie za rękę i po prostu zaczął biec. 
- Gdzie mieszkasz? - Spytał lekko dysząc. 
- Tu, za rogiem. - Mimo zmęczenia wynikającego z jego astmy przyspieszył i już po 5 minutach byliśmy na miejscu. Wdrapaliśmy się do mieszkania i zdjęliśmy płaszcze. W milczeniu udałam się do kuchni, gdzie wstawiłam wodę na herbatę. Następnie zaczęłam grzebać w szafkach i sprawdzać, czy David czasem nie wyposażył mojego mieszkania w jakieś słodycze. Robiąc to cały czas czułam na sobie wzrok szatyna. Trochę mnie to krępowało. W końcu nie wytrzymałam i odwróciłam się w jego stronę.
- Trzymaj i zanieś to do salonu. Zaraz przyjdę. - Powiedziałam i wręczyłam mu talerz z ciastkami. Ten wziął słodkości ode mnie, ale nie ruszył się nawet na krok. Zdziwiona uniosłam pytająco brwi do góry. 
- Przepraszam za dziewczyny. One były wiesz, bardzo zżyte z Alex. Pomyślały pewnie, że od razu znalazłem sobie nową laskę. - Mruknął patrząc prosto w moje oczy. Na moment odpłynęłam, zatopiłam się w tej porażającej zieleni. Zieleni, w której się kiedyś zakochałam. 
Boże, żeby on wiedział kim naprawdę jestem... 
- Rozumiem. - Odparłam po chwili zawstydzona moim "zawieszeniem się". Dopiero wtedy ruszył się i pomaszerował do salonu. Ja natomiast zajęłam się robieniem dla nas ciepłego napoju. 

- Już jestem. - Powiedziałam z uśmiechem i postawiłam na stoliku dwa kubki z parującą cieczą i cukierniczkę. W ciszy usiadłam obok Harry'ego i w duchu modliłam się oto, aby to on zaczął jakoś rozmowę. 
- Tęsknię za nią. Cholernie. - Szepnął i upił łyk herbaty. Od razu na niego spojrzałam. I od razu pożałowałam. W jego ślicznych oczach znowu zaczęły kłębić się słone łzy. Nie mogłam na to patrzeć. Nie mogłam znieść jego cierpienia. 
Ale z drugiej strony to widziałam chociaż, że naprawdę mnie kochał. Znaczyłam coś dla niego. Darzył mnie naprawdę mocnym uczuciem. 
- Ale wiesz co Ci powiem? Czuję, że jest obok mnie. Bardzo blisko. Czuję, że się mną opiekuje. - Słysząc to zakrztusiłam się piciem, zaczęłam strasznie kaszleć. Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą powiedział. 
Szatyn od razu zareagował i zaczął klepać mnie lekko po plecach. Podziałało. Ale szok pozostał.
- Wszystko w porządku? - Spytał i się uśmiechnął. Otarł pojedynczą łzę, która spływała po jego policzku i odstawił kubek na stolik. 
- Mhm, już tak. Dzięki. - Odwzajemniłam ten przyjazny gest i również odstawiłam herbatę. Bałam się, że znowu powie coś co zwali mnie z nóg i tym razem nie będzie tak łatwo mnie odratować od zakrztuszenia się. 
- To ja powinienem ci podziękować. Zajęłaś się mną dzisiaj w trakcie tej cholernej próby, wyciągnęłaś mnie z cmentarza i przyjęłaś na chwilę do siebie. Dzięki tobie mogę się choć trochę pouśmiechać. Poprawiasz mi humor. A wierz mi, jest to baaaardzo ciężkie. - Zrobiło mi się miło, naprawdę. Pierwszy raz poczułam, że mój powrót na Ziemię ma duże znaczenie. 
- Nie ma za co. Chcę żebyś wiedział, że zawsze możesz na mnie liczyć. - Trochę to głupio zabrzmiało, bowiem teoretycznie poznaliśmy się kilka godzin temu i takie wyznania są nie na miejscu. Ale Hazz chyba się nie obraził, a wręcz przeciwnie.
- Dziękuję Julie. Wiesz, pierwszy raz w życiu Cię dzisiaj zobaczyłem, ale czuję się tak jakbyśmy znali się od dawna. Naprawdę. To dziwne, ale fajne. - Mówiąc to obdarzył mnie jednym ze swych najpiękniejszych uśmiechów, przez co moje serce zaczęło bić w nienormalnym tempie.  Byłam dumna z tego, że sprawiłam, iż się uśmiechał. Chyba dobrze mi szło. 
- Poczekaj chwilę, pójdę tylko po bluzę. Trochę mi zimno mimo, że napój jest gorący. - Wstałam i pobiegłam do szafy, w której nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego. Dopiero po kilku minutach odkopałam jakąś za wielką, białą bluzę, ewidentnie męską. Nie wiedziałam co takowa robiła w mojej garderobie, ale nie chciało mi się już o tym myśleć. Czym prędzej włożyłam ją na siebie i pomaszerowałam z powrotem do salonu. 
- Już jeste.. - Zamilkłam, bowiem zobaczyłam, że chłopak usnął. Widząc jego spokojną twarz i delikatny uśmiech w oczach stanęły mi łzy. Naprawdę wzruszył mnie ten widok. Po cichu podeszłam do sofy i usiadłam obok Harry'ego. Długo biłam się z myślami, ale w końcu emocje wygrały. Niepewnie przysunęłam się do chłopaka i oparłam głowę o jego ramię. Od razu poczułam zapach przyjemnych, męskich perfum, który całkowicie mnie odurzył. Przymknęłam oczy i postanowiłam cieszyć się chwilą. Następny tak bliski kontakt z chłopakiem może nie nadejść szybko. 
Kiedy zobaczyłam, że Hazz się rusza już miałam się odsunąć, ale ten  przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i całkowicie się we mnie wtulił. 
W jego ramionach jest lepiej niż w Niebie. To było ostatnie, o czym pomyślałam. Po chwili ja również odpłynęłam do krainy Morfeusza. 

______________

Wiem, to jest OKROPNY rozdział. Taki nijaki i krótki. Nic się kupy nie trzyma. :/ 
Ale chciałam go dodać, mimo wszystko. 
Dziękuję za wszystkie komentarze, naprawdę. : *
Jednak nadal bardzo mocno proszę, aby KAŻDY KTO CZYTA NAPISAŁ CZY MU SIĘ PODOBA, CZY NIE.
Jedno zdanie, a mi sprawi przyjemność. Albo pokaże nad czym mam popracować. :)

czwartek, 25 lipca 2013

Chapter Sixth


If we could only have this life for one more day, 
If we could only turn back time...


Stojąc pod drzwiami słyszeliśmy śmiechy i krzyki chłopaków. Lecz kiedy Harry otworzył je i cały zespół go zobaczył, wszystko ucichło. Przez dobrą minutę nikt się nie odzywał. A ja stałam jak ta ostatnia sierotka za plecami chłopaka i nie wiedziałam co robić. W końcu nie wytrzymałam i odchrząknęłam cicho. Miałam nadzieję, że lokers przypomni sobie o mojej obecności i przedstawi mnie reszcie.
Dlatego odetchnęłam z ulgą kiedy odwrócił się w moją stronę i przerwał tą okropnie niezręczną ciszę.
- Ymm, poznajcie Julie. Będzie z nami pracowała nad nowym albumem. - Posłał mi smutny uśmiech, przez co moje nowe serce zaczęło bić dziesięć razy szybciej niż powinno. 
- Julie, to jest Liam, Louis, Niall i Zayn. - Mówiąc to po kolei wskazał na szczerze uśmiechającego się chłopaka, niezwykle stylowo ubranego bruneta, słodkiego farbowanego blondyna i wyglądającego niegrzecznie mulata. Oczywiście całą czwórkę doskonale znałam, przecież to przyjaciele mojego chłopaka. Nie. Stop. Poprawka - byłego chłopaka. 
- Miło mi Was poznać. - Każdy z nich podszedł i mnie przytulił. Poczułam się całkowicie zaakceptowana, to było niesamowite. Ale to mogłam przewidzieć, chłopcy zawsze byli bardzo kontaktowi i mili. 
Usiadłam przy biurku, na którym leżał stos kartek. Jedne były zapisane, inne nie. Wzięłam pierwszą lepszą do ręki i ujrzałam na niej nabazgrany tekst do piosenki. Pewnie do tej, do której muszę ułożyć melodię. Spojrzałam na górę kartki by sprawdzić tytuł. "Moments"*. W sumie ładnie. 
- Na kiedy mamy to zrobić? - Spytałam podnosząc wzrok na One Direction. Liam przeczesał palcami włosy i odparł niepewnie.
- Za tydzień musimy to zaśpiewać przed managerem. Tak mi się wydaje. - Słysząc to westchnęłam ciężko i od razu ruszyłam w stronę fortepianu. Mało czasu. Cholernie mało czasu!
- Julie, a my co mamy robić? - Odezwał się Harry. Nie musiałam się odwracać by to wiedzieć. Ten głos rozpoznałabym nawet w środku nocy. Zawsze.
- Hm... - Rozejrzałam się po pomieszczeniu i ujrzałam drzwi do jakiejś salki. Wskazałam je palcem i powiedziałam.
- Idźcie się rozśpiewać. Macie 1,5 godziny. Ja w tym czasie stworzę jakieś pierwsze melodie, pierwszy zarys. - Chłopcy wyszli, a ja natychmiast zabrałam się do roboty. 

[...]

I skończyłam! Coś tam udało mi się wydukać. Może nie jest to jeszcze rewelacja, ale możemy zacząć już ćwiczyć. Na końcu porozdzielałam jeszcze wersy dla każdego z chłopaków i już miałam ich wołać, kiedy zobaczyłam jakie słowa zawarto w solówce Harry'ego. Wcześniej nie patrzyłam co komu przypisywałam.

 If we could only have this life for one more day, 
If we could only turn back time.

Momentalnie zakuło mnie w sercu. Poczułam, że kręci mi się w głowie. Co jeśli coś sobie pomyśli? Jeśli zacznie coś podejrzewać?
Nie, to niemożliwe. W życiu nie wpadnie na to, że jego dziewczyna powróciła z Nieba. Takich rzeczy nie ma nawet w filmach!
Odgoniłam głupie myśli i poszłam po chłopaków. Zanim jednak otworzyłam drzwi do ich sali usłyszałam... Swoje imię. Wiem, niegrzecznie podsłuchiwać, ale nie mogłam się powstrzymać. Przystanęłam cicho i wytężyłam słuch. 
- Ta Julie to niezła laska, podoba mi się. - Powiedział Zayn, po czym rozległo się przytakiwanie ze strony praktycznie każdego z chłopaków. Nie usłyszałam jedynie Harry'ego. - Ej Hazz, a ty co myślisz? - Spytał go nagle Niall, ale odpowiedziała mu głucha cisza. Już miałam otworzyć te cholerne drzwi, kiedy usłyszałam jak wzdycha i wreszcie się odzywa.
- Przypomina mi... Przypomina mi Alex. - Palnął, przez co automatycznie wciągnęłam więcej powietrza. Myślałam, że się przewrócę.
- Mmm, Harry. - Liam odezwał się do niego ciepłym głosem. - Wiem, że jest Ci bardzo ciężko i w ogóle, ale Julie... Julie to ktoś zupełnie Ci obcy. Pewnie nawet nie znała Alex...
- Co jest w niej podobnego? - Odezwał się Louis, przez co został cicho zganiony przez Payne'a. Hazz postanowił mu jednak odpowiedzieć.
- Oczy. Ma takie śliczne oczy, jak Al... Tak samo niebieskie. - Nie mogłam dopuścić do tego by dłużej rozmawiali na ten temat. Z impetem weszłam do salki, przez co trochę ich wystraszyłam.
- Zapraszam. - Uśmiechnęłam się szeroko i wróciłam do fortepianu. Cała piątka przyszła w dość szybkim tempie, chyba nie chcieli mi się narazić. 
- Tu macie teksty. Niall, to dla Ciebie. Liam, proszę. Zayn, Lou- to dla Was. Harry... Trzymaj. - Podałam chłopakowi kartkę. Nie chciałam patrzeć mu w twarz, ale czułam, że mnie obserwuje. Dlatego po chwili nie wytrzymałam i odwzajemniłam jego badawcze spojrzenie. Zieleń tych ogromnych oczu sprawiała, że miałam okropną ochotę wpatrywać się w nią do końca życia. 
- Dzięki. - Niemalże wyszeptał i utkwił wzrok w tekście. Z każdym kolejnym czytanym słowem mina mu rzedła. To nie wróżyło niczego dobrego...
- Harry, uhm, wszystko w porządku? - Zapytałam i natychmiast tego pożałowałam. Jego śliczne tęczówki zaszły całkowicie łzami. Kilka z nich spływało już po bladych policzkach. Nie wiedziałam co robić. 
- Harr.. - Lou nie zdążył nic powiedzieć, bowiem chłopak wybiegł ze studia krzycząc tylko "dajcie mi spokój!". Nie wiem co mnie podkusiło, ale złapałam kurtkę, która wisiała na krześle i wyleciałam za nim. 
- Gdzie pobiegł Styles? - Spytałam dziewczyny, która nadal siedziała w recepcji. 
- Na dwór. - Odparła szybko. Nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem pobiegłam prosto na mróz. Z początku nigdzie go nie widziałam. 
- HARRY! - Darłam się jak głupia, ludzie przechodzący obok spoglądali na mnie jak na obłąkaną. Ale nie to się liczyło. Teraz najważniejsze było odnalezienie mojego ukochanego. Choć nie wiem czy te słowa są dobre.
- Haaaaarry do cholery! - Wrzasnęłam i wreszcie go zobaczyłam. Siedział skulony w czarnej koszuli, bez okrycia. Trząsł się i szlochał. Widząc to moje serce łamało się na malutkie kawałeczki. Wolnym krokiem podeszłam bliżej. Bałam się tego jak zareaguje na moją obecność. Kiedy do niego doszłam nie wiedziałam co zrobić. Odezwać się? W końcu zdecydowałam, że po prostu usiądę obok. Tak też zrobiłam. Delikatnie położyłam zimną dłoń na jego plecach, przez co prawie podskoczył. Widać nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Do teraz, oczywiście. Kiedy spojrzał na mnie tymi zaszklonymi ślepiami i mi oczy zaszły łzami. 
- Przepraszam jeśli ten tekst przypomniał Ci zmarłą dziewczynę. - Ledwo przeszło mi to przez gardło. Nie wiedziałam jak mówić o sobie samej i jednocześnie udawać kogoś postronnego. 
Otworzyłam szeroko buzię ze zdziwienia, bowiem chłopak po prostu się do mnie przytulił.
 Jak małe, bezbronne dziecko. Po chwili uśmiechałam się szeroko, ale dopiero wtedy kiedy byłam pewna, że tego nie widzi. On cierpiał, a ja czułam się szczęśliwa. Ciepło bijące od niego i ten zapach sprawiały, że oszalałam z radości. Tak bardzo mi tego brakowało. Tego uścisku i jego obecności. Co z tego, że własnie marznęliśmy na dworze. Co z tego, że Harry właśnie moczył mi kurtkę łzami. Ważne, że byliśmy razem. Przez chwilę, ale to zawsze coś... 
- Przepraszam, zachowuję się jak baba. - Powiedział ledwo słyszalnie. W przypływie pewności siebie pogłaskałam go po bujnej czuprynie. 
- Każdemu czasem się zdarza. - Odparłam wzdychając. - Łzy nie są oznaką słabości. One mówią, że mamy uczucia. - Kiedy na mnie spojrzał posłałam mu delikatny uśmiech. 
- Mówisz jak Alex. - Mina od razu mi zrzedła. Matko, czemu ja nie mogłam urodzić się z talentem aktorskim?! Jak tak dalej pójdzie to on jeszcze dzisiaj powie głośno kim jestem! A to stanowczo za wcześnie. To byłby zbyt wielki szok.
- Przepraszam, pewnie dziwnie się czujesz jak porównuję Cię do swojej byłej, w dodatku zmarłej. Dziękuję, że tu do mnie przyszłaś, ale teraz chyba przejdę się gdzieś sam. Pójdę tylko po płaszcz. - Wyciągnął w moją stronę dłoń. Od razu ją chwyciłam, dzięki czemu bez problemu wstałam. Razem wróciliśmy do studia, gdzie czekali zdenerwowani chłopcy.
- Boże Harry, nie uciekaj tak więcej! Julie dzięki, że go znalazłaś. - Nawijał zdenerwowany Liam i przytulał raz Styles'a, raz mnie. 
- Na dziś to już chyba koniec próby. Poćwiczymy jutro. - Stwierdziłam. Nikt nie robił problemów, wszyscy rozeszli się do domów. Harry również gdzieś zniknął. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko wrócić do mieszkania.

Horror, horror, porno, horror, teleturniej, horror... Dlaczego w takie nudne wieczory nie ma żadnego normalnego filmu?! Zdenerwowana wyłączyłam telewizor i zaczęłam przechadzać się po apartamencie. Nie miałam nic ciekawego do roboty. Książek żadnych tu nie było, jeść mi się nie chciało, pokoje lśniły czystością... Wiem!
Postanowiłam wybrać się na spacer. A to, że nogi same poniosły mnie na cmentarz, to już nie moja wina! 
Szłam właśnie w stronę części, w której pochowano... Mnie. Boże, jak to dziwnie brzmi. Kiedy doszłam we właściwe miejsce spostrzegłam ogromną ilość kwiatów przykrytych białym puchem i kilka kolorowych lampionów. 
Znacie to dziwne uczucie, kiedy stoicie nad własnym grobem? Pewnie, że nie! No bo jak możecie je znać, skoro normalnie ludzie nie dostają drugiej szansy i nie wracają po śmierci na Ziemię!
Nie mogłam dłużej patrzeć na zdjęcie znajdujące się między wieńcami, dlatego już miałam odchodzić, kiedy usłyszałam za sobą głęboki, lekko zachrypnięty głos. Głos, którego barwę i ton znam na pamięć. 
- Julie, co Ty tu do cholery robisz? 

_________

39 obserwatorów?! WOW! 
Jeszcze żeby tyle osób komentowało... 
Nawet połowa z Was nie podzieliła się ze mną opinią na temat ostatniego rozdziału. To bardzo smutne... 
Zastanawiam się nad jednym - skoro nie chcecie komentować, to może po prostu zrobię bloga na zaproszenia? Nigdy nie chciałam czegoś takiego robić, ale powoli zaczynam o tym myśleć :C 

Jeśli lubicie czytać opowiadania mojego autorstwa, zapraszam Was tu: Klik !
Nie jest to opowiadanie o 1D, ale o supporcie ROOMu 94 - Black Radio c: 
Wejdźcie, przeczytajcie ''o blogu'' i zdecydujcie czy chcielibyście coś takiego czytać ;)
(historię tą współtworzę, nie jestem jej jedynym autorem) 


poniedziałek, 15 lipca 2013

Chapter Fifth


I take a deep breath everytime I pass your door
I know you're there but I can't see you anymore
And that's the reason you're in the dark
I've been a stranger ever since we fell apart
And I feel so helpless here
Watch my eyes are filled with fear
Tell me do you feel the same
Hold me in your arms again!

I need your love...


Rozejrzałam się niepewnie. Trafiłam do jakiegoś ładnie urządzonego mieszkania. Było ono przestronne i jasne - wreszcie odmiana, w końcu podróże pomiędzy wymiarami były wyjątkowo... Ciemne. 
Podeszłam do ogromnego okna, dzięki któremu mogłam zobaczyć centrum najpiękniejszego miasta na świecie - Londynu. Uśmiechnęłam się na sam widok Big Bena i pięknie mieniących się wód Tamizy. Wróciłam do swojego świata. Wróciłam do domu. Jestem w domu!!!
I nagle mi się przypomniało... 
-Masz miesiąc by Harry wyznał Ci miłość. Inaczej wracasz tutaj. - Mam zaledwie 30 dni. 30 dni by znaleźć chłopaka mojego życia i rozkochać go w sobie od nowa. Bo na to, że rozpozna swoją byłą w nowym ciele nie liczę. A właśnie! 
Zaczęłam biegać po mieszkaniu jak głupia, musiałam jak najszybciej znaleźć lustro. Ale oczywiście nigdzie go nie było. Zirytowana ruszyłam w stronę łazienki, gdzie nawet najmniejsze, ale musiało być. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazało się ogromne szkło, w którym odbijał się właśnie obraz damskiej postaci.
 Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to ja.  
- O mój Boże. - Michael naprawdę podarował mi zupełnie odwrotny wygląd. Nie mogłam uwierzyć w to, że moją pociągłą twarz okalają jasne jak zboże włosy. Usta, które zawsze były  nienaturalnie pełne zamieniły się w malinowe, proporcjonalne wargi. Oczy były teraz delikatniej osadzone. Właśnie, oczy. Zwróciłam na nie największą uwagę. Miały odcień głębokiego błękitu. Zachwycały rozmiarem, były ogromne. Takie same jak kiedyś... 
A więc oczy to moja jedyna pamiątka po tamtym życiu. Michael mówił prawdę, zostało mi tylko to. 
Uśmiechnęłam się smutno do swojego odbicia i wyszłam z łazienki. Nogi same poniosły mnie do kuchni, gdzie znalazłam kopertę. Zdziwiona uniosłam brwi do góry i ją otworzyłam. W środku były dokumenty - dowód osobisty, prawo jazdy, akt notarialny związany z mieszkaniem, karta kredytowa oraz klucze i... Umowa o pracę? 
- Co do choler... - Urwałam, kiedy w rogu zobaczyłam tak dobrze znane mi logo. Logo One Direction. Całkowicie zdezorientowana zaczęłam czytać. 
- O w mordę! Pracuję z Harry'm! - Pisnęłam i poczułam, że łzy powoli tworzą się w moich oczach. Tym razem jednak były to łzy szczęścia. 
Na owej kartce, która poprawiła mi humor napisane było, iż jestem zatrudniona jako jeden z kompozytorów. No tak, w końcu pracują teraz nad nowym albumem. To dla mnie wielka szansa! 
- Dziękuję. - Wyszeptałam mając nadzieję, iż David mnie słyszy. Obiecał, że będzie nade mną czuwał, więc pewnie gdzieś się tu kręci. 
Omiotłam jeszcze raz wzrokiem umowę i spojrzałam na godziny pracy. Poniedziałek - sobota, godz. 10:00 - 18:00. Uniosłam głowę znad papieru i widząc godzinę wybałuszyłam oczy. 9:46! Matko święta, pierwszego dnia się spóźnię! 
Wybiegłam z domu jak oparzona, na szczęście studio nie mieściło się jakoś specjalnie daleko. Znałam drogę doskonale, w końcu tyle razy już tam byłam. Biegłam ile sił w nogach, ale i tak się spóźniłam. Kiedy wpadłam do ogromnego budynku na zegarze wybiła godzina 10:07. Zdyszana podeszłam do młodej dziewczyny, która siedziała w tzw. recepcji. O ile dobrze pamiętam nazywa się Clara, jednak nie mogę się z tą wiedzą pochwalić. W końcu teoretycznie nigdy wcześniej tu nie byłam.
- Dzień dobry, mam pracować dla zespołu One Direction. Gdzie ich znajdę? - Spytałam udając głupią. Dobrze wiedziałam gdzie iść żeby zobaczyć się z przyjaciółmi, jednak musiałam grać głupią.
- A tak, Ty jesteś Julie Carter? - Uśmiechnęła się sympatycznie, co odwzajemniłam. Pokiwałam twierdząco głową i cierpliwie czekałam na to, gdzie mnie pokieruje. 
- Idź prosto, potem skręć w prawo. Musisz znaleźć drzwi z napisem 1D. Życzę powodzenia w pracy z tymi świrami. - Słysząc to zachichotałam, po chwili obie śmiałyśmy się w najlepsze.
- Słyszałem to. Ładnie to tak stawiać nas w złym świetle nowemu pracownikowi? - Słysząc ten niski głos, któremu brzmienie nadawała charakterystyczna chrypka odwróciłam się pospiesznie na pięcie w stronę, z jakiej się on wydobył. I tak oto stanęłam twarzą w twarz z Harry'm.  Moje serce prawie wyskoczyło mi z piersi - poczułam się tak, jak maratończyk po ciężkim treningu. Dłonie same rwały mi się, aby tylko go dotknąć. Kiedy nie dostawały tego, czego pragnęły zaczęły drżeć. Nogi również chciały abym podeszła bliżej, jednak stanowczo odmawiałam im posłuszeństwa. Usta wręcz mnie paliły. One nie chciały, one żądały dotyku warg Harry'ego. Całe moje ciało zachowywało się tak, jakbym była na głodzie. Jakbym nie brała od roku, a przede mną stał mój ulubiony narkotyk. 
Poczułam się jak człowiek uzależniony od dragów. Hazz był moim narkotykiem. 
- Przepraszam Harry, ale wiesz, że nie mówiłam na serio. - Dopiero kiedy usłyszałam głos Clary przypomniałam sobie o jej obecności. 
- Mam nadzieję. - Uśmiechnął się do niej, przez co miałam jeszcze większą ochotę zarzucić mu ręce na ramiona i zatopić się w jego silnym uścisku. Chciałam powiedzieć mu wszystko i nigdy więcej nie wypuszczać go z objęć. Ale nie mogłam. W tym momencie byłam tylko zwykłą, nową pracownicą, którą pierwszy raz ujrzał na oczy. 
- Jestem Harry, ale to pewnie wiesz. Miło mi Cię poznać. - Uniosłam głowę i niepewnie spojrzałam mu w oczy. Dopiero w tym momencie zauważyłam fioletowe cienie pod tymi niesamowicie zielonymi oczami. Następnie zwróciłam uwagę na niesamowitą bladość jego skóry. Płakał. Nie spał. Boże, a to wszystko przeze mnie...
- Julie. Mam nadzieję, że się dogadamy. - Wyciągnęłam w jego stronę prawą dłoń, którą pospiesznie uścisnął. Przez cały czas się uśmiechałam, jednak w środku aż rozrywało mnie z rozpaczy. Miałam obok siebie człowieka, którego kocham nad życie, ale nic nie mogłam zrobić. To najgorsze uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że Hazz trzyma mnie nienaturalnie długo. Znowu spojrzałam niepewnie w jego zielone tęczówki i wydawało mi się, że zauważyłam w nich szok. 
- Mm, czy my... Czy my się już gdzieś przypadkiem nie poznaliśmy? - Myślałam, że moje serce galopowało kiedy go ujrzałam. Myliłam się. Dopiero teraz pokazywało, na co je stać.
- Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że się znamy. Te oczy... Już je gdzieś widziałem... - Zszokowana wciągnęłam powietrze do płuc i wstrzymałam oddech. Domyślił się?
Po chwili ciszy brunet potrząsnął głową i skrzywił się nieznacznie. Puścił moją dłoń, przez co uczucie tęsknoty za jego dotykiem wróciło.
- Przepraszam, chyba coś mi się pomyliło. Nie zwracaj uwagi na moje dziwne zachowanie, ostatnio nie jestem w najlepszym nastroju. - Mruknął i uciekł gdzieś wzrokiem. Zdenerwowana nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- A właśnie Hazz. Nie było jeszcze okazji, chciałabym byś wiedział, że bardzo mi przykro z powodu śmierci Alex. - Powiedziała Clara cicho i zajęła się papierami. Ja natomiast cały czas bacznie obserwowałam ukochanego. Słysząc moje imię oczy zaszły mu łzami, jednak szybko się ich pozbył. Widać nie chciał się już dłużej mazać. W tej chwili miałam jeszcze większą ochotę go przytulić. Z całego serca chciałam aby poczuł się lepiej. 
- Ehm, dzięki. W sumie to muszę iść, bo Liam urwie mi głowę. Chodź Julie, pokażę Ci gdzie pracujemy. - Pędem poszedł w stronę korytarza, który prowadził do studia. A ja ruszyłam za nim. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że dane jest mi z nim znowu przebywać. 

________


Hello miśki! C: 
Jak wakacje? Muszę przyznać, że moje zaczęły się świetnie. Mam nadzieję, że tak zostanie. Byłam na ROOM 94, czym do dziś się jaram mimo, iż od koncertu już trochę czasu upłynęło. Potem nic nie dodawałam, bo byłam nad morzem. Ale już jestem, zwarta i gotowa do tworzenia! :D 

Mam nadzieję, że ten rozdział nie wyszedł mi koszmarnie. Na pewno popierdzieliłam czasy, bo to moja największa zmora, ale nie mam już siły poprawiać. Wybaczcie :) 

Ostatnio bardzo mało osób skomentowało, co mnie trochę dobija. Raptem 10 osób.
Kochani wiem, że Wam się nie chce, ale jeśli czytacie rozdział to napiszcie chociaż jednozdaniowy komentarz. Obserwatorów jest 32, do tego wiem, że bloga czytają też anonimy. Proszę, komentujcie :) Dla Was to minuta roboty, a ja naprawdę mam potem motywację do pisania. 


środa, 26 czerwca 2013

Chapter Fourth


Prędzej czy później to wszystko wróci.
To, co tak nagle wypadło nam z rąk.
Zgasi pragnienie po wielkiej suszy.
Spadnie na ziemię, a ta wyda plon.

Prędzej czy później los się odwróci.
Wyrówna bilans poniesionych strat.
Jak wymarzona tęcza po burzy
Nasz czarno-biały koloruje świat
Milionem barw.


Ciemność. Wszędzie ta okropna ciemność. Nigdy nie przeszkadzało mi siedzenie po ciemku, ale czuję, że teraz się to zmieniło. Mam dosyć.
- Gdzie my jesteśmy? - Spytałam cicho i zaczęłam się rozglądać. Nie miało to sensu, wiem. Ale musiałam dowiedzieć się czy David nadal tu jest. Ogromna ulga zstąpiła na mnie, kiedy usłyszałam jego niski głos. Swoją drogą, podobny do głosu Harry'ego. Na jego wspomnienie poczułam się jeszcze gorzej. 
- W drodze do Nieba. - Odparł również szeptem. 
- Ale dlaczego tu jest tak ciemno? - Jego odpowiedź mi nie wystarczała, musiałam drążyć dalej. 
- Bo przechodzimy przez granicę Ziemi i świata duchów. - Gdybym miała ciało, zapewne popukałabym się w tym momencie  w głowę. Zaczęłam myśleć, czy ja aby na pewno umarłam. Może po prostu to wszystko mi się śni? Skoro mieliśmy wypadek to równie dobrze mogłam się uderzyć w głowę i zapaść w śpiączkę. Stąd te głupawe zwidy.
- Naprawdę umarłaś, Alex. - Powiedział anioł z wyraźną kpiną w głosie. Widać śmieszą go moje domysły.
- Musisz czytać mi w myślach? - Doprowadzał mnie tym do szału. Gdybym tylko mogła, to już bym mu coś zrobiła. Ale nie mogę. I dlatego ma nade mną przewagę. 
- Nie potrafię tego zablokować. Przyzwyczaisz się. - Mogłabym przysiąc, że się uśmiechnął. Mi niestety nie chciało się żartować. 
Nagle dostrzegłam ogromną bramę, otoczoną strażnikami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie skrzydła, które każdy z nich posiadał. Ponieważ od bramy padało jasne światło mogłam już widzieć Davida. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam białe, ogromne skrzydła wychodzące z pleców. 
- Co Cię tak dziwi, hm? Jesteśmy aniołami. Logiczne, że mamy skrzydła. 
- No tak, ale wcześniej ich nie miałeś. I nie próbuj mi wmówić, że miałeś, bo nie miałeś! To, że nie żyję nie oznacza, że jestem ślepa! - Krzyknęłam, a ten spojrzał na mnie zdziwiony. Nie wiem czym go tak zaskoczyłam. Co on myślał, że jestem wieczną oazą spokoju? Każdy czasem traci cierpliwość zwłaszcza, jeśli ma powody. A ja miałam powód, prawda? 
- Spokojnie, młoda! Nie miałem, przyznaję. Pojawiają się dopiero poza sferą ziemską. Nie gorączkuj się tak, złość piękności szkodzi. - Taaaak, z pewnością duch powinien przejmować się swoim wyglądem. Żeby jeszcze go miał. 
Podeszliśmy do strażników, którzy widząc Davida ukłonili się w pas. Zdziwiłam się, nawet bardzo. Czyżby był jakąś szychą w całej tej anielskiej społeczności? 
- Panie przodem. - Niech już nie udaje takiego gentlemana. Przeszłam przez wrota i dopadła mnie niesamowita jasność. Rozejrzałam się wokoło i spostrzegłam masę ludzkich dusz. Biło od nich szczęście i ogromny spokój. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy ja też się tutaj odnajdę? 
Pierwsza odpowiedź, jaka przyszła mi do głowy to: nie. 
Wszystkie te duchy są szczęśliwe, bo są tu parami. Omiotłam je wzrokiem jeszcze raz i poczułam, że rozpadam się na milion kawałeczków. Każdy z nich ma tu swoją drugą połówkę. A ja? Moja miłość cierpi na Ziemi i obwinia się za ten wypadek. Nigdy nie będę tu szczęśliwa!
[...]

- Wow. - Powiedziałam i od razu doszłam do wniosku, że zrobiłam z siebie pośmiewisko. Stałam właśnie w wielkiej auli, w której zgromadzono kilkudziesięciu aniołów. Przede mną rozciągał się czerwony chodnik, który prowadził do potężnego tronu. Rozejrzałam się dookoła i przypomniałam sobie, że tak naprawdę to wszystko jest czystą iluzją. Znajdujemy się w Niebie, a ów pałac to tylko wyobrażenie. 
Wokół tronu stała potężna straż, gotowa w każdej chwili obronić swojego pana. Rzuciłam okiem na osobę siedzącą na tym królewskim siedzeniu i ujrzałam... Właśnie. Kogo ja właściwie ujrzałam? Boga we własnej osobie? 
Usłyszałam ciche prychnięcie, które jak mniemam wydobyło się z ust Davida. Obróciłam się  w jego stronę i zobaczyłam, że kąciki jego ust są uniesione ku górze.
-  To Michael. Pilnuje dusz, które krzątają się po Niebie. Nie jest Bogiem, nawet go o to nie pytaj. Wyśmieje Cię. - Zawsze myślałam, że anioły są miłe i dobre. Lecz im dłużej jestem z Davidem, tym bardziej zmieniam o nich zdanie. I, że niby mam się z nimi tu męczyć przez... Wieczność? Nie, dziękuję. Wolę wrócić na Ziemię. 
- Podejdź bliżej. - Rozkazał Michael, a ja z początku nie wiedziałam czy mówi do mnie. Ruszyłam dopiero, gdy brunet stojący obok mnie odchrząknął znacząco. Niepewnie robiłam kolejne kroki. Wszyscy obserwowali mnie z ogromną uwagą. To było strasznie dziwne. Wspominałam już, że nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi? Nie? To już wiecie. Widać niektóre rzeczy nie zmieniły mi się nawet po śmierci. 
- Witamy w Niebie, Alex. - Przemówił mężczyzna siedzący na tronie, a mną wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz. Nie rozumiem. Jestem w miejscu, do którego chce trafić każdy. Dlaczego nie czuję się tu zbyt dobrze? 
- Dlaczego... Dlaczego czuję, że tu nie pasuję? - Spytałam sama siebie, jednak Michael mnie usłyszał. Uśmiechnął się krzywo i postanowił odpowiedzieć na moje pytanie.
- Ponieważ to nie był twój czas. David tłumaczył Ci, że ta śmierć nie była naszym wyrokiem. Bóg miał co do ciebie dziecko inne plany. 
- Nie rozumiem. Skoro nie chcieliście bym umarła, to czemu nikt mnie nie odratował? Czemu nikt nie zareagował?! - Emocje zawładnęły mną całkowicie. Chciałam podbiec bliżej i zacząć szarpać aniołem, ale skutecznie uniemożliwiły mi to straże. Złapały mnie i przytrzymały. Swoją drogą, jak można przytrzymać ducha? 
- Dlaczego? - Wyjęczałam i spuściłam wzrok. W głowie mi się to nie mieściło! Są z Nieba, do cholery! Mogli zmienić bieg wydarzeń. Mogli zrobić cokolwiek. Gdyby naprawdę nie chcieli mojej śmierci, to byłabym teraz z Harry'm gdzieś w Londynie. Spacerowalibyśmy długo, jak to mieliśmy w zwyczaju. Pojechalibyśmy do studia, gdzie pomagałabym mu tworzyć coś na nową płytę. Ale nie, ja siedzę w sumie nie wiadomo gdzie dokładnie, moje ciało leży dwa metry pod ziemią, a Harry zapewne odchodzi od zmysłów. O mamie i dziewczynach nie będę wspominać.
- Zanim zorientowaliśmy się do czego doszło, Twoje serce przestało bić. A ciało było totalnie zmasakrowane. - Odparł o dziwo spokojnym głosem Michael. Tak, jakby mówił właśnie o tym, że zaprasza nas na kawę po tym nietypowym spotkaniu. 
- Jesteście aniołami i nie patrzyliście na to, co się ze mną dzieje?! - Wrzasnęłam i osunęłam się na podłogę. Mimo iż nie czułam zmęczenia, ani bólu fizycznego musiałam usiąść. Choć mojej obecnej pozycji chyba nie można było nazwać siedzeniem. Raczej bezradnym klęczeniem i desperacją. 
- Alex, uspokój się. Przyzwyczaisz się do tego Wiecznego Życia. Na swoich bliskich będziesz mogła patrzeć z góry do momentu, w którym sami się tu zjawią. Zobaczysz, szybko Ci zleci. 
- Och, daruj sobie Michael. Nie okłamuj jej. - Warknął David, który nie wiem kiedy przeteleportował się z końca sali aż do mnie. Jeden ze strażników spojrzał na niego groźnie, a ja już naprawdę miałam mętlik w głowie. 
- Zamknij się. - Syknął ktoś z boku, a ja wlepiłam swój wzrok w bruneta, który położył mi dłoń na ramieniu. Nie wiedziałam o co chodzi.
- Nie mów jej, że się przyzwyczai. Wiesz, że to nieprawda. Będzie się błąkać, totalnie zagubiona. - Powiedział już spokojniej. Mimo to niczego nie zrozumiałam. Może poza tym, że będę się tu źle czuć... No świetnie. 
- David, czy Ty... - Zaczął mężczyzna siedzący na tronie, ale anioł natychmiast wszedł mu w słowo. 
- Tak. Uważam, że powinieneś dać jej szansę. - Po tych słowach wszyscy zamilkli. Nie mogłam już wytrzymać, musiałam dowiedzieć się o co chodzi.
- Dać szansę na co? - Brunet spojrzał na mnie ze słabym uśmiechem na ustach i powiedział.
- Na powrót na Ziemię. - Wprost mnie zamurowało. Nie pomyślałabym nawet o tym, że będę mogła odzyskać życie. To wydawało mi się takie nierealne. 
- Tak nie może być! Stąd nie ma wyjścia, dziewczyna zostaje. - Anioły zgromadzone w pałacu zaczęły się przekrzykiwać, a ja stałam i zdenerwowana wpatrywałam się tępo w Michael'a, która milczał jak zaklęty. 
- CISZA! - Warknął donośnie David i przemówił ponownie. - Mich wiesz, że to jedyne dobre wyjście...
- Wiesz, że to bardzo trudna procedura. - Odparł wreszcie siedzący na tronie mężczyzna i ruchem ręki poprosił, abym podeszła jeszcze bliżej. Niepewnie wykonałam jego polecenie. Kiedy znalazłam się tuż obok niego spojrzałam mu prosto w oczy. Zobaczyłam w nich ogromną troskę i dezorientację. Nie wiedział co zrobić, był chyba równie zagubiony jak ja. 
- Ehh, sam nie wiem. - Szepnął i westchnął teatralnie. 
- Michael! - Ponaglił go David. 
- Ale zrozum, że to nie jest takie proste! - Krzyknął i już chciał zacząć tłumaczyć, jednak brunet wciął mu się w słowo.
- Zrozum, że to już nawet nie chodzi o nią, a o jej chłopaka... - Wyszeptał i spuścił głowę. Zdziwiona podbiegłam do niego i spróbowałam jakoś namówić do mówienia. Ten jednak mnie zignorował. Popatrzył jedynie na Michaela.
- Mogę Ci coś pokazać. - Zamknął oczy, a świat wokół nas zawirował. W jednej sekundzie znalazłam się w... Mieszkaniu Harry'ego?! 
- To wspomnienie. Wszystko to wydarzyło się niespełna kwadrans wcześniej. - Powiedział David, a Mich jęknął. Spojrzałam na niego zdziwiona i nie wiedząc o co chodzi podążyłam za jego wzrokiem. To co zobaczyłam, było straszne. 
Hazz brał tabletki. Mnóstwo tabletek. Czyżby chciał... NIE! On nie może umrzeć!!!
- Nie pozwólcie mu zginąć. - Wymamrotałam i w tym momencie we wspomnieniu pojawił się Niall. Boże, jakie szczęście! Od razu odetchnęłam z ulgą. Z jego pomocą Harry wszystko wypluł. Słowa, które po chwili wypowiedział zwaliły mnie z nóg.
- ... Ja sobie bez niej nie daję rady. - Poczułam, że moja dusza została rozdarta. Miłość mojego życia cierpi bardziej niż myślałam. 
I nagle znowu byliśmy w wielkiej pałacowej sali. 
- Czy teraz rozumiesz o co mi chodzi? Ona musi wrócić i musi się nim zająć! Bo inaczej kolejna osoba tu trafi. - Michael znowu milczał. Było to nie do zniesienia. 
- Dobrze. Ale Alex, musisz spełnić kilka warunków. - Odpowiedział sucho i spojrzał na mnie groźnie tak, że aż przysunęłam się do Davida.
- Słucham. - Powiedziałam nadal oszołomiona decyzją anioła. Byłam gotowa zgodzić się na wszystko.
- Wracasz na Ziemię jako ktoś inny. Twoje ciało leży w grobie, w dodatku zmasakrowane. Dostaniesz nowe, całkowicie inne. 
- Co mam przez to rozumieć? - Spytałam.
- Byłaś brunetką, będziesz blondynką. Byłaś niska, będziesz wyższa. Jedyne co zostanie Ci ze starego wyglądu to te niebieskie oczy, w których Harry się zakochał. To one będą dla niego podpowiedzią. - Nic z tego nie zrozumiałam. Do diabła!
- Możesz jaśniej?
- Będziesz wyglądać inaczej, dostaniesz także nowe imię i nazwisko. Nikomu nie będziesz mogła powiedzieć swoich prawdziwych danych. Wracasz na Ziemię tylko dlatego, że ten chłopak kocha Cię do szaleństwa i śmierć nie była Ci jeszcze pisana. Zostaniesz na stałe, jeśli w przeciągu miesiąca zdobędziesz jego serce jako Julie. Julie Carter. Zrozumiano?
- Szczerze? Niezbyt. - Szepnęłam i uśmiechnęłam się próbując rozładować napięcie.
- Alex! 
- Przepraszam... Po prostu zadam Ci kilka pytań i wtedy ogarnę.
- Słucham.
- Co jeśli ktoś domyśli się kim jestem?
- Nic. Po prostu będzie wiedział. A nawet życzę Ci by w przypadku Harry'ego tak było. Jeśli sam domyśli się, że jesteś jego dziewczyną to wszystko poleci jak z górki. - Odparł już spokojniej.
- A co jeśli sama się przyznam?
- Wrócisz do Nieba. Na stałe. - Od nadmiaru tych dziwnych rzeczy zrobiło mi się gorąco. Choć, jak duchowi może być gorąco? Ugh, to za trudne dla mnie.
 - Podsumowując. Masz miesiąc by Harry wyznał Ci miłość. Inaczej wracasz tutaj. Zrozumiałaś już? 
- Chyba, chyba tak... - Wyszeptałam niepewnie. To było takie nieprawdopodobne! Przecież takie rzeczy nie dzieją się nawet w filmach! 
- Jesteś gotowa by zmierzyć się z tą sytuacją? 
- Jestem. 
- W takim razie powodzenia. - Świat wokół mnie znów zawirował. Widziałam, że wszędzie zaczyna otaczać mnie ciemność. 
- Będę nad Tobą czuwał. - Usłyszałam jeszcze z ust Davida i utonęłam w próżni.


__________

Witam! :) Przepraszam za tą przerwę w blogowaniu, ale miałam karę na komputer. Ja niegrzeczna. Mam nadzieję, że więcej takowej nie będzie, bo nie wytrzymam. 
Dziękuję za piękne komentowanie, strasznie miło mi czytać te wszystkie słowa jakie piszecie! <3
Dziękuję Mii z LOG za prześliczny szablon! Jest wprost genialny! :)

Wreszcie mogę oficjalnie pokazać Wam zwiastun do bloga, który wykonała Lola, za co również dziękuję <3


I w ogóle to wiecie co? Koleżanka pokazała mi piosenkę, która wprost idealnie opowiada fabułę tego bloga! To niesamowite, ale taka jest prawda. Jeśli chcecie posłuchać, to podam Wam wykonawcę i tytuł: Marta Bijan "Milcząc" :) 

AAA! Zapomniałabym. 
Rozdział dedykowany Monice! ♥

poniedziałek, 27 maja 2013

Chapter Third


There's nothing left I used to cry,
My conversation has run dry,
That's what's goin' on,
Nothing's fine. I'm torn...
I'm all out of faith,
This is how I feel,
I'm cold and I'm shamed,
Lying naked on the floor.
Illusion never changed,
Into something real...


Perspektywa Harry'ego...

Ona nie żyje. 
Ona naprawdę zginęła.
Jej już nie ma.
Alex już nie ma.
MOJEJ Alex już nie ma. 
- Co ja zrobiłem?! - Zawyłem i kolejny raz tego dnia uroniłem łzy. To było silniejsze ode mnie. Straciłem sens swojego i tak wystarczająco popieprzonego życia. Straciłem Alex. Na zawsze. 
Już nigdy się nie spotkamy. Już nigdy nie zobaczę jej szerokiego uśmiechu. Już nigdy nie popatrzę w jej niesamowicie niebieskie oczy. Już nigdy nie zobaczę radości, jaką wywoływała u niej sama moja obecność. 
Już nigdy nie będzie mi dane się do niej przytulić. Już nigdy jej nie pocałuję. Już nigdy jej nie rozśmieszę, nigdy jej nie zezłoszczę. Już nigdy z nią nie będę.
Już nigdy nie będę szczęśliwy. 
Wszedłem do parku i wzrokiem zacząłem szukać jakiejś wolnej ławki. Nie chciałem wracać do mieszkania, jeszcze nie teraz. Wiąże się z nim za dużo wspomnień. Mam tam zbyt wiele rzeczy należących do Alex. 
Zauważyłem idealne miejsce, które znajdowało się na uboczu. Osoba, która zbytnio nie rozgląda się po parku zapewne w ogóle go nie widzi. I bardzo dobrze. 
Pomaszerowałem w tamtą stronę i nadal zdenerwowany usiadłem. Odchyliłem głowę do tyłu i przymknąłem delikatnie oczy, aby światło słoneczne tak bardzo mnie nie raziło. Wziąłem głęboki oddech i spróbowałem się choć trochę uspokoić. Jednak nic to nie dało. Moje myśli ciągle krążyły wokół Alex i wypadku. 
Gdybym nie robił z siebie takiego debila, to ona siedziałaby teraz obok mnie. Śmialibyśmy się w najlepsze, właściwie nie wiadomo z czego. Spacerowalibyśmy trzymając się za ręce i nie myślelibyśmy o niczym ważnym, o niczym smutnym.
Ale nie, ja musiałem dostać jakiegoś cholernego napadu, przez który zdarzył się ten wypadek. To moja wina, że ślęczę tutaj sam, a nie z nią u boku. 
To ja powinienem leżeć dwa metry pod ziemią, nie ona. Przecież to ja jechałem nieostrożnie. Alex niczemu nie zawiniła. To nie ona prowadziła, nie ona straciła panowanie nad kierownicą.
- Styles, jesteś do niczego. Zabiłeś własną dziewczynę. - Powiedziałem sam do siebie. Otworzyłem oczy i spojrzałem niepewnie w niebo. Dzisiejszego dnia o dziwo było praktycznie bezchmurne. Totalnie nie odzwierciedlało mojego depresyjnego nastroju.  

Zacząłem się zastanawiać nad tym, gdzie teraz jest dusza Alex. Nigdy nie byłem osobą praktykującą religijnie, ale miałem w tej chwili nadzieję, że jeszcze kiedyś się z nią zobaczę. Że jeszcze kiedyś dane mi będzie ją przeprosić, powiedzieć co czuję.

A teraz naszła mnie jeszcze inna myśl. Może po prostu ze sobą skończyć? 
Nie czekając ani chwili dłużej podniosłem się z ławki i pospiesznie ruszyłem w kierunku luksusowego apartamentowca, w którym od jakiegoś czasu mieszkałem. Na szczęście nie miałem daleko. Już po kwadransie stałem w windzie, która wiozła mnie na dziesiąte piętro. Czułem, że po czole spływają mi pojedyncze krople potu, a ręce nienaturalnie drżą. Oszalałem, naprawdę postradałem zmysły. Chcę się zabić. Jak zwykły tchórz. Jak tchórz, który chce uciec od konsekwencji swoich idiotycznych czynów. Żeby tylko nie cierpieć. Żeby tylko się nie obwiniać. 
Jestem tchórzem, przyznaję. Nie mam siły żyć z tak wielkim poczuciem winy. Nie mam siły żyć bez Alex. Pustka, jaką po sobie zostawiła w moim sercu jest zbyt wielka. Niczym nie da się jej zapełnić, dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak tylko ze sobą skończyć. Patty, Susane czy chociażby mama Al nie będą musiały już na mnie patrzeć. Winny tej tragedii skończy tam, gdzie powinien. W grobie. Tak, tam jest moje miejsce. 
Wyszedłem z windy i powolnym krokiem skierowałem się do mieszkania. Wyjąłem z kieszeni płaszcza klucze i otworzyłem nimi drzwi. Bez zdejmowania butów pobiegłem do salonu, gdzie znajdował się porządnie zapełniony barek. Wystawiłem na stolik dwie butelki whiskey i przemaszerowałem do łazienki. Zgarnąłem z szafki apteczkę z lekami i wróciłem z nią do pokoju. Jestem gotowy... Co ja mówię! Na to nie da się być gotowym! 
- Nie mogę ich tak zostawić bez pożegnania... - Mruknąłem pod nosem i złapałem za kartkę leżącą na ławie obok butelek i długopis, który znajdował się nie wiadomo czemu na kanapie. 


Chłopaki!
Przepraszam. Nie potrafię żyć z myślą, że to przeze mnie Alex zginęła. Wiem, że zachowuję się jak egoista, ale te myśli mnie przytłaczają. 
Mam nadzieję, że mi wybaczycie. 
Harry xx

Pisząc to łzy same ciekły mi po policzkach. Przed oczami stanęli mi Niall, Zayn, Liam i Lou, którzy smutni znajdują mnie martwego. Nie, nie mogę teraz o tym rozprawiać! Nie mogę się rozmyślić! 
- Nie zachowuj się jak baba, Styles. Zaraz to wszystko się skończy. - Otworzyłem butelkę z alkoholem i postawiłem ją bliżej siebie. Z pudełeczka wyciągnąłem tabletki nasenne- pozostałości po częstym nocowaniu tutaj Alex. Wysypałem wszystkie na rękę i wziąłem kilka głębokich wdechów. 
- Ugh, no dajesz. Raz, dwa, trzy. - Niewiele myśląc wpakowałem całą garstkę leków do ust i kiedy chciałem zapić je wódką, drzwi wejściowe się otworzyły, a w nich stanął wystraszony Niall. Widząc co robię podbiegł do mnie i wyrwał mi butelkę z ręki. Odstawił ją na stół i zaczął się drzeć.
- Zwariowałeś?! Wypluj to! Natychmiast! - Wiedziałem, że nie pozwoli mi teraz ze sobą skończyć. Posłusznie wyrzuciłem z siebie to świństwo na blat stolika. Dopiero teraz poczułem, jakie ohydne tabletki miałem w buzi. Skrzywiłem się czując smak, który drażnił mój język. 
- Harry błagam powiedz, że nie chciałeś się zabić! Proszę. - Wyszeptał blondyn ze łzami w oczach. Nie mogłem patrzeć na jego rosnącą histerię. 
- Niall, ja... Ja sobie bez niej nie daję rady. - Powiedziałem i przytuliłem się do niego tak, jakbym był małym chłopcem, a on moim tatą. Potrzebowałem ciepła i obecności kogoś, kto jest mi bliski. 
- Ale to nie powód do samobójstwa! - Krzyknął i przygarnął mnie mocniej do siebie. Nie wytrzymałem i zacząłem szlochać gorzej niż na pogrzebie. Musiałem wyrzucić z siebie cały żal, jaki tlił się w moim sercu. A był on naprawdę wielki.
- Obiecaj, że już nigdy tego nie zrobisz. - Wychrypiał i złapał moją twarz w obie dłonie. Zmusił mnie do kontaktu wzrokowego- wie, że nie umiem kłamać patrząc prosto w oczy. Westchnąłem cicho.
- Niall...
- Obiecaj! - Był tak zdenerwowany, że podniósł głos. A to nie zdarzało się często.
- Obiecuję. - Wyszeptałem i oparłem głowę o jego klatkę piersiową. Wtuliłem się w miękką, fioletową bluzę, jaką miał na sobie i spróbowałem się uspokoić. Nie wychodziło mi to zbyt dobrze. Jednak chłopakowi się udawało. Kiedy trochę się opanował zaczął mnie delikatnie kołysać. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. 

___________

To jedna z niewielu perspektyw Harry'ego jakie ukażą się na tym blogu. 
Wiem, że mi nie wyszła. Ale to dlatego, że chciałam by była jak najbardziej emocjonalna, a ja (w sumie to na szczęście) nie przeżyłam straty ukochanej osoby, w moim przypadku chłopaka. Trudno było mi opisywać te trudne chwile w jego życiu, tak samo jak próbę samobójczą. To było jeszcze gorsze, bo sama nigdy nie miałam takich myśli. 

Dziękuję za każdy komentarz! <3 Nawet nie wiecie jak mi miło kiedy czytam, że mój pomysł się Wam podoba, że dobrze piszę. :)