As we die, both You and I,
With my head, in my hands
I sit and cry.
- Możemy porozmawiać? To naprawdę ważne.
Odwróciłam się na pięcie i stanęłam twarzą w twarz ze Styles'em. Do moich nozdrzy od razu doszedł zapach niesamowicie przyjemnych perfum, którymi chłopak musiał się rano wypsikać. Jakby mi nie wystarczyło, że stał przede mną w całej swojej okazałości, naprawdę.
- Tutaj? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Wzruszył ramionami i założył na siebie swój czarny płaszcz.
- Niekoniecznie. Przejdziemy się? - Pokiwałam głową twierdząco i sama również się ubrałam. Było już późno, a wieczór chłodny, dlatego mocno opatuliłam się szalikiem i założyłam czapkę na głowę. Harry, jak to miał zawsze w zwyczaju, otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Na korytarzu pożegnałam się z siedzącą jeszcze w recepcji Clarą i wyszliśmy na opustoszałą, londyńską ulicę. Studio specjalnie znajdowało się w miejscu, w którym nie kręciły się tłumy. To ułatwiało celebrytom pracę.
Początkowo szliśmy w ciszy, przed siebie. Nie czułam się skrępowana, nigdy nie musiałam z nim rozmawiać na siłę, cisza między nami nie wydawała się być niezręczna i tym razem. Kiedy znaleźliśmy się na skrzyżowaniu stanęłam i popatrzyłam na pogrążonego w myślach chłopaka. Pociągnął mnie w prawą stronę i powiedział cicho.
- Niedaleko jest taka mała kawiarnia, żadni fani o niej nie wiedzą, więc będziemy mieć święty spokój. - Uśmiechnęłam się ciepło i dałam się poprowadzić Harry'emu. Doszliśmy w mniej więcej 10 minut.
- Zapraszam. - Lokaty otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka. Znaleźliśmy się w przytulnym, małym lokalu, w którym nie było zbyt wielu ludzi. Pomieszczenie urządzone było w starym, angielskim stylu, co od razu mi się spodobało. Lubiłam taki klimat. Zastanawiałam się tylko nad jedną rzeczą - jak to możliwe, że Harry znał to miejsce i ani razu mnie tu wcześniej nie zabrał? Miałam wrażenie, że w czasie naszego związku zdążył pokazać mi wszystko, co tylko mógł.
- Chodź tam. - Wziął mnie za rękę i nie puścił, dopóki nie znaleźliśmy się przy samym stoliku, co przyprawiło mnie o przyspieszony puls, który nie miał najmniejszego zamiaru się uspokoić. Usiedliśmy w odosobnionym miejscu i poczekaliśmy na kelnerkę, która przybyła do nas w ciągu może pięciu minut. Złożyliśmy zamówienie, na które składały się herbaty i kawałki ciasta dla każdego z nas, a kiedy młoda pracownica odeszła na bezpieczną odległość, postanowiłam rozpocząć wreszcie tą "naprawdę ważną rozmowę".
- To o czym tak chciałeś pogadać? - Chłopak od razu spojrzał w moją stronę, lecz nadal milczał. W jego zielonych oczach widziałam, że myślał nad każdym słowem, które chciał wypowiedzieć na głos.
- Możemy najpierw porozmawiać tak na luzie i ten temat odłożyć na potem? Jest bardzo dla mnie ważny, ale też nie wiem jak w ogóle go zacząć... - Powiedział wyraźnie zakłopotany i przeczesał opadające na czoło loki. Szczerze mówiąc, coraz bardziej zaczynałam się bać tego "poważnego tematu".
- Emm, no okej, mi się nigdzie nie spieszy. - Uniósł nieznacznie kąciki ust ku górze, ale to wystarczyło, by uwydatniły się jego słodkie dołeczki w policzkach, które zawsze mnie rozczulały.
- No więc... - Urwał, bo akurat pojawiła się kelnerka z zamówieniem. - Nasza znajomość jest lekko mówiąc dziwna, nie uważasz? - Kontynuował dopiero, kiedy poszła do drugiego stolika.
- Co masz konkretnie na myśli? - Upiłam łyk ciepłego napoju i zaciągnęłam się jego przyjemnym zapachem, w czasie gdy Harry próbował ułożyć jakoś swoje myśli w słowa.
- No bo, co chwila się widujemy, nawet u ciebie nocowałem... A prawda jest taka, że wiem o tobie tylko tyle, co znalazłem w CV u managera w gabinecie. To dość nietypowa sytuacja, nie uważasz? - Roześmiałam się, co sprawiło, że i chłopak trochę się rozpogodził. Miał rację, to rzeczywiście nie było zbyt normalne - ale tak naprawdę to co miałam mu o sobie powiedzieć? Nie pomyślałam wcześniej i nie ułożyłam sobie żadnej "historyjki"...
- Hahah, to co takiego chciałbyś wiedzieć? - Zapytałam nadal się śmiejąc, chciałam tym ukryć stres, który się we mnie zrodził.
- No nie wiem, na przykład ile masz lat? To chyba ważna informacja. - Uniosłam brwi do góry i spojrzałam na niego zdziwiona.
- No co, to tajemnica? Ja wiem, kobiet o wiek się nie powinno pytać, ale mogłabyś powiedzieć. - Uśmiechnął się delikatnie.
- Mówiłeś, że czytałeś moje CV. Musiało tam pisać, ile mam lat. - Chłopak zrobił minę, której można by nadać tytuł "ups, ale wtopa".
- No wiem, ale tam była tylko data, której już i tak nie pamiętam, a wtedy nie chciało mi się liczyć lat... - Złapałam się za głowę i zaniosłam kolejną falą śmiechu. Oj Styles..
- Skończę w tym roku 19. - Odparłam i zabrałam się za smacznie wyglądające ciastko, znajdujące się na talerzu przede mną.
- Tak właśnie podejrzewałem! - Wykrzyknął, a ja spojrzałam na niego z politowaniem. Jasne, jasne, przyznaj się gwiazdeczko, nie chciało ci się ruszyć mózgu i policzyć. Bo przecież to taka trudna matematyka!
- Jesteś stąd? Planujesz jakieś studia? Masz rodzeństwo? Jesteś w związku czy singielka? - Zasypał mnie pytaniami, a ja czułam, że moje zakłopotanie wzrasta. Thinking, kobieto!
A.. A co by się stało, gdybym po prostu powiedziała prawdę? Przekonajmy się. Nie mam nic do stracenia.
- Taaak, jestem z Londynu. Zawsze chciałam iść na uniwersytet muzyczny, ale to raczej nie wypali. Jestem samoukiem, amatorką. W ogóle dziwię się, że wasz manager mnie zatrudnił. Mam młodszą siostrę, bardzo ją kocham, jestem z nią strasznie zżyta. I no ten... Ten ostatni temat jest dość trudny. - Powiedziałam i odwróciłam wzrok w stronę lady, przy której stała ta sama młoda kelnerka, która wcześniej nas obsługiwała. Mało nie wyszły jej oczy, kiedy podziwiała Harry'ego. Widząc mój wściekły wzrok od razu wróciła do swojej pracy.
- Mhm, jakiś kryzys? - Ciągnął ten temat niestety dalej.. Niech to diabli.
- Można tak powiedzieć. Miałam kogoś, kogo strasznie kochałam, ale wydarzyło się coś, co nas rozdzieliło. Możliwe, że na zawsze. - Lokaty od razu zesztywniał.
- Przykro mi. Wiem coś o tym. Ale może w twojej sprawie da się coś jeszcze zrobić? Chociaż w twojej. - Wzruszyłam ramionami nie wiedząc, co odpowiedzieć. I w mojej sprawie mogłoby się zmienić, i w jego. W sumie to w naszej. Ale przecież mu tego nie powiem, bo uzna mnie za idiotkę.
- Ehh, widzę, że samo się do tego zeszło, więc już nie będę niepotrzebnie przeciągał. Chciałem porozmawiać o Alex. I o tobie. O was dwóch. - Prawie zakrztusiłam się herbatą, kiedy to usłyszałam. Od razu podniosłam na niego zdziwiony wzrok i czekałam na kontynuację wypowiedzi.
- Sam nie wiem, jak ci to powiedzieć. Bo... śniła mi się. I ty też. To było strasznie dziwne. - Mruknął i zanurzył malinowe usta w napoju. Czułam, że wcześniejsze przyspieszenie mojego tętna było tylko wprawką do tego, co działo się właśnie teraz.
- Ona mnie prosiła o pomoc. A potem... Potem zamieniła się w.. ciebie, Julie. A ty w jakiegoś kościotrupa. I kurczę, ja totalnie nie wiem co o tym myśleć. Alex chciała mi coś w ten sposób przekazać? A może to tylko ja wariuję? - Siedziałam osłupiała i nie miałam zielonego pojęcia o co chodziło. W pewnym momencie w mojej głowie ukazał się obraz uśmiechniętego Davida, wtedy już wiedziałam kogo to sprawka. Z jednej strony miałam ochotę mu podziękować, ale z drugiej zabić! Dlaczego nic mi nie powiedział? Co ja miałam mówić Harry'emu, do cholery jasnej?!
- Mówiła coś jeszcze? - Spytałam cicho.
- Że muszę sam wszystko zrozumieć, czy coś takiego. I, że mam coraz mniej czasu. A potem zmieniła się w ciebie i ty też to powiedziałaś. Ja świruję, prawda? Boże, powiedz, że po prostu pierdoli mi się w głowie, Julie! - Krzyknął, przez co parę osób zwróciło na nas niepotrzebnie uwagę.
- Ciszej, Harry. Musimy się nad tym wszystkim zastanowić na spokojnie, rozumiesz? Emocje w niczym nie pomogą. - Starałam się grać na zwłokę, miałam już pewien plan w głowie, jak uniknąć dzisiaj mówienia swojego zdania na ten temat. Oby tylko się udało, bo jak nie to będę udupiona, dosłownie.
- Ale tu nie ma czasu na spokój, Juls! Albo ona potrzebuje pomocy, albo to ja potrzebuję wizyty u psychiatry.. - Warknął i odstawił filiżankę na stół. Ja natomiast siedziałam i non stop przygryzałam tylko dolną wargę.
- Może... Może wyjdziemy na zewnątrz, Hazz? Ochłoniesz, odprowadzę cię do domu. Zastanowię się nad tym co mi powiedziałeś i dam ci znać jutro, powiem co wymyśliłam. Może tak być? - Błagam człowieku, zgódź się. No zgódź! To nie boli!
- Chodź... - Zostawił na stole należne pieniądze za złożone przez nas zamówienie z solidnym napiwkiem i po chwili byliśmy już na dworze. Zadrżałam czując zimny powiew wiatru i założyłam kaptur na głowę. Ruszyliśmy w stronę apartamentowca, który również nie znajdował się specjalnie daleko.
- Ale powiedz szczerze Julie, co pomyślałaś kiedy ci to powiedziałem? Że jestem nienormalny, no nie? - Powiedział cicho i spojrzał na mnie nieśmiało. Westchnęłam głęboko i odparłam.
- Nie przeszło mi przez głowę, że coś z tobą nie tak. Ale naprawdę muszę to przemyśleć w spokoju, w samotności, by powiedzieć coś więcej. Dasz mi tą jedną noc do namysłu? - Posłałam w jego stronę pokrzepiający uśmiech, co po chwili nieporadnie, ale odwzajemnił.
Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Kiedy dotarliśmy do jego klatki i już miałam odchodzić, ten odezwał się ledwo słyszalnie.
- To chłopak powinien odprowadzać dziewczynę, nie odwrotnie. Czuję się jak pajac. - Zachichotałam i pomachałam mu na pożegnanie.
- Nie przejmuj się. Mam coś jeszcze do załatwienia. Dobranoc, Harry.
- Dobranoc, Julie. - Kiedy wszedł do środka, od razu rzuciłam się biegiem w stronę swojego bloku. Musiałam jak najszybciej znaleźć się we własnym mieszkaniu, gdyż miałam kolejny, genialny plan. Plan pod tytułem: zabić anioła - idiotę.
_______
1. Przepraszam, że dodaję to w tak dużym odstępie czasowym. Poprawię się, obiecuję!
2. Wiem, piszę jakieś bzdury... W mojej wyobraźni całe to opowiadanie wyglądało lepiej.
3. Jestem do tyłu z czytaniem i komentowaniem Waszych blogów, przepraaaszam! :( Z tym też postanawiam poprawę.
4. 71 obserwatorów i 19 komentarzy? Serio Kochani? Wiem, lecę sobie w kulki z tym blogiem, ale pisanie rozdziału zajmuje mi trochę więcej czasu niż Wam opublikowanie czegoś w stylu "czytam, podoba mi się!" czy "robi się nudno, zmień tu coś".
Wiem, że część z Was uważa, że powinnam się cieszyć tym, co mam. I to robię! :) Ale mordki, Wasze oceny tego co bloggerzy publikują są dla nich paliwem.
+ Wiem, że tego nie przeczyta, ale...
HAPPY BIRTHDAY HARRY!
You're not teenager, but Directioners love you so much! Our lovely adult, hahah! :)








