środa, 26 lutego 2014

Chapter Sixteenth


And I never meant to cause you trouble,
I never meant to do you wrong,
And I, well if I ever caused you trouble,
And oh no, I never meant to do you harm.



- David? Do cholery, widzę cię tu za 10 sekund! - Krzyknęłam, kiedy zamknęłam na klucz drzwi od mieszkania. Zapaliłam światło i zamarłam. 
- Jezu, nie strasz mnie. - Powiedziałam i powoli wypuściłam powietrze z ust. Anioł uśmiechnął się szeroko i powędrował do salonu, gdzie rozłożył się wygodnie na kanapie. W tej pozycji strasznie przypominał Harry'ego sprzed paru dni. Na samą myśl o nim uśmiechnęłam się lekko pod nosem. 
- No i gdzie podziękowania? - Zapytał wyraźnie zbulwersowany. Wybałuszyłam zdziwiona oczy i usiadłam obok. 
- Za co niby? Oszalałeś! Nie powiedziałeś mi, że to zrobisz. Nie miałam zielonego pojęcia, co mówić i jak postępować! - Fuknęłam i odrzuciłam wściekła włosy na plecy.
- To on nie poskładał tego do kupy? Serio? Niczego nie zrozumiał? - Pokręciłam głową na boki i odparłam.
- Twierdzi, że ześwirował, albo Alex.. ja potrzebuję pomocy. Tyle, co zaczaił. - Brunet westchnął ciężko i złapał się za włosy.
- Na Boga, w kim ty się zakochałaś... On jest totalnym idiotą! Dostał wyjaśnienie wszystkiego na tacy. Ja już nie mam do tego chłopaka siły, moja cierpliwość się kończy. - Zmroziłam go wzrokiem, ale ten nie zrozumiał o co mi chodzi.
- Ten idiota ma imię, byłbyś łaskaw go używać. - Wywrócił oczami i wstał z kanapy, zaczął chodzić po całym salonie. Ponieważ nie mówił nic przez całe 10 minut, w końcu wstałam i poszłam po coś do picia. Kiedy wróciłam, anioł stał przy oknie i podziwiał urokliwy krajobraz Londynu. 
- Co mam mu jutro powiedzieć? - Zapytałam i podeszłam do niego bliżej. Spojrzał na mnie z troską wymalowaną na twarzy i wzruszył ramionami. 
- To już nieważne. Możesz powiedzieć byle co. Musimy zacząć działać inaczej... - Uniosłam brwi ku górze nie wiedząc, co ma na myśli. 
- A tak jaśniej? 
- On jest za głupi, żeby domyślić się kim jesteś. Dlatego trzeba sprawić, żeby po prostu zakochał się w Julie, w młodej kompozytorce- amatorce z Londynu. - Uśmiechnął się delikatnie i wrócił do podziwiania widoku zza szyby. - Mimo, iż znacie się cholernie krótko, to on praktycznie od razu znalazł z tobą wspólny język i nawet nie wiem kiedy, ale zdobyłaś jego zaufanie. To trochę tak, jakby jego umysł podświadomie czuł, że jesteś mu bardzo bliska, ale nie chciał pojąć, kogo dusza znajduje się w tym ciele. Jest to jednocześnie plusem i minusem. Dla mojego planu awaryjnego to zdecydowanie pozytyw. 
- Gdybyś wyjawił mi ten plan, to byłabym wdzięczna. - Mruknęłam i upiłam łyk soku, który wlałam do szklanki, kiedy byłam w kuchni. 
- Już od jutra wkraczam do akcji i nie będę się cackał, mamy za mało czasu na powolne działanie. - Oświadczył dumny ze swojego planu, którego nadal mi nie wyjawił, swoją drogą.
- A tak jaśniej? - Warknęłam już całkiem zirytowana. Było późno, ja byłam zmęczona, a on mi nie ułatwiał. 
- Zobaczysz jutro. 
- Chcesz mnie jeszcze bardziej wkurzyć? - Prychnął i pomachał mi ręką na pożegnanie. Po chwili już go nie było. 


Licznik: 18 dni 

- Czy możemy już rozpocząć? Trochę mi się spieszy. W ogóle to gdzie jest Simon? - Marudził dyrektor. Miałam już tego serdecznie dosyć, jednak nie miałam innego wyjścia, musiałam wysłuchać tego jęczenia. 
- Już jestem! - W tym momencie drzwi się otworzyły i do sali wpadł zdyszany Cowell. - Przepraszam, ale miałem ważne spotkanie. - Usiadł w fotelu obok John'a, a ja z nerwów zaczęłam obgryzać lakier w kolorze mięty, który szczątkowo był jeszcze na moich paznokciach. Ten skromny występ to moje być, albo nie być. Modliłam się do Boga, aby żaden z chłopaków nie schrzanił, ja przy okazji również. W końcu to, że jestem osobą od grania nie oznacza, że nie mogę zaliczyć wtopy - jeśli nacisnę niewłaściwy klawisz, to od fałszu Simonowi i Johnowi pękną bębenki, a razem z nimi rozleci się pewnie także moja umowa o pracę. 
- Chłopaki, do roboty. - Powiedziałam, a oni jak na komendę podeszli do swoich krzeseł i zgarnęli z nich mikrofony. Wykonaliśmy prowizoryczną próbę dźwięku, po której zasiadłam przy fortepianie o barwie kości słoniowej. Wzięłam parę głębokich oddechów, aby choć trochę uspokoić bijące w szalonym tempie serce. Bezskutecznie. Spojrzałam na piątkę wariatów, po których w ogóle nie było widać stresu. Oczywiście, oni byli przyzwyczajeni, występ dla dwóch osób to pikuś w porównaniu z ich doświadczeniami. 
- Raz, dwa, trzy... - W tej chwili po sali rozniosły się pierwsze dźwięki piosenki. Słysząc tę znaną melodię odrobinę się uspokoiłam. Miałam wrażenie, że dam sobie radę - zwłaszcza, że przed sobą miałam na wszelki wypadek ułożone nuty. Najważniejsze to skupić się na muzyce. 
- Liam. - Wyszeptałam i w tym momencie chłopak wyśpiewał bezbłędnie swoją zwrotkę. Po minach mężczyzn siedzących w fotelach wywnioskowałam, że zrobił na nich wrażenie. Uśmiechnęłam się pod nosem zadowolona - w końcu najważniejsze jest pierwsze wrażenie, a to było dobre,  a nawet więcej niż dobre. 
Payne skończył, dlatego zagrałam króciutką wstawkę pomiędzy strofą, a solówką Harry'ego, po której miał następować wspólny refren. Gdy kończyłam swoje małe przedstawienie, rzuciłam Styles'owi wymowne spojrzenie, które miało mu przypomnieć o "jego momencie". Szatyn pokiwał szybko głową tak, że jego loczki zabawnie podskoczyły, co odebrało mu nieco lat. Przez chwilę wyglądał jak piętnastoletni chłopczyk z mikrofonem, tyle, że nienaturalnie wysoki i smutny. 
- Iii.. teraz! - Jego głęboki głos idealnie zgrał się z dźwiękami wydawanymi przez fortepian. Oprócz tej szlachetnej barwy i charakterystycznej dla chłopaka chrypki, wyraźnie słychać było ogromny ból, z każdym kolejnym wyśpiewywanym słowem jego ilość się zwiększała. To wszystko zaczęło boleć także mnie. On on tym nie wiedział, ale w tym momencie czułam to samo. 
Aż cieszyłam się, kiedy dołączyli się do niego chłopcy. Razem synchronicznie zaśpiewali refren, wykonali to tak ładnie, że miałam ochotę ich wyściskać. Kątem oka widziałam, że nawet przez twarz Cowell'a przemknął uśmiech. To wróżyło naprawdę wiele dobrego! 
Następny w kolejce był Niall. On również nienagannie wypadł, o Lou także nie można powiedzieć złego słowa. Mimo iż wiedziałam, że mam do czynienia ze zdolniachami, to nie spodziewałam się, że aż z takimi! 
- No dobrze, dobrze, starczy! - Wykrzyknął John i wstał z fotela. Serce mi stanęło. Chłopcy również nie wiedzieli o co chodzi. Niepewnie wstałam z krzesła i stanęłam obok nich. Razem czekaliśmy na dalszy rozwój tej dziwnej sytuacji. 
- A więc tak. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie skończyliście prezentować tego, co przygotowaliście... - Odezwał się Simon, znany powszechnie z tego, że uwielbia wprowadzać dużą dawkę dramaturgii w swe wypowiedzi. 
- Ta piosenka będzie hitem!!! - Wydarł się nagle podekscytowany dyrektor, a mi szczerze ulżyło! Spojrzałam na chłopaków, każdy z nich z ulgą wypuścił powietrze z płuc. 
- Dlatego właśnie pokażecie ją światu jeszcze dziś! Zwołuję konferencję, za godzinę widzimy się w dużej sali! - Wybiegli oboje, a my staliśmy i chyba nie dowierzaliśmy w to wszystko. Kiedy drzwi się zamknęli, cała piątka rzuciła się na mnie i zrobiła ogromnego hug'a. 
- Powietrze, potrzebuję powietrza! - Krzyczałam, a oni śmiejąc się nadal tulili mnie jak debile. Kiedy powiedziałam, że jestem bliska omdlenia opamiętali się i mnie puścili. Dopiero wtedy zobaczyłam, że Harry już od jakiegoś czasu nie stał z nami i nie dzielił się radością. Wyglądał przez okno, jakby nieobecny. 
- Dobra chłopaki! Macie pół godzinki przerwy, idźcie coś zjeść i przygotować się na pytania od tych dziennikarskich żmij. - Zaśmiali się i wyszli, w pomieszczeniu został tylko Styles. Podeszłam do niego niepewnym krokiem i omiotłam spojrzeniem. Zdawał się w ogóle nie kontaktować. 
- Harry? - Szepnęłam i złapałam go za ramię. Nie odwrócił się. Kątem oka zauważyłam spływającą po jego bladym policzku łzę. 
Ten widok sprawił, że serce zaczęło mnie autentycznie boleć. Wiedziałam, że znowu przeżywał chwilę podłamania, spowodowała to prawdopodobnie piosenka. Harry zawsze mocno wczuwał się w to, co śpiewał, zawsze dogłębnie analizował słowa. W tym momencie przypomniał mi się dzień, kiedy to zrobiłam podział wersów. Już wtedy czułam, że te, które dostał szatyn będą strasznie go ranić. To był ogromny błąd. 
Nie wiedząc, co robić, po prostu zostawiłam go samego. 

Godzinę później... 

- Jesteście gotowi? - Spytałam stojących w rządku chłopaków. Uśmiechnęli się i powędrowali na tak zwaną rzeź. Został tylko Harry. 
- W porządku? - Podeszłam do niego bliżej, a ten spojrzał na mnie smutno. Mimo wszystko pokiwał głową na tak. 
- Przecież widzę, że nie. Trochę cię już znam. Nie musisz kłamać. - Odparłam, na co lekko się uśmiechnął. 
- Możesz... Możesz mnie po prostu przytulić? - Spytał nagle cicho, a ja wybałuszyłam oczy. Natychmiast zetknęłam się z nim w szczelnym uścisku. Czując jego ciepło i zapach poczułam się jak kiedyś, było mi naprawdę przyjemnie. Mogłabym trwać tak długo, jednak mieliśmy misję do wykonania i musieliśmy dołączyć do chłopaków.
- Chodź. - Posłałam mu szeroki uśmiech i pierwsza wyszłam na mini scenę. Zasiadłam przy pianinie i omiotłam wzrokiem całe pomieszczenie. Tuż przed nami siedziała masa dziennikarzy z mikrofonami i kamerami. Zaraz za nimi stało skromne grono fanek, które "wygrały życie" i dostały się na tę konferencję. Kątem oka spostrzegłam, że Styles wyszedł i usiadł obok Zayn'a. Autentycznie mi ulżyło. 
- Witam państwa na naszej, przyznam szczerze spontanicznej konferencji i serdecznie dziękuję za przybycie. Wraz z One Direction mamy do przedstawienia wam wszystkim najnowszą piosenkę, która być może stanie się nawet singlem promującym najnowszą płytę tej utalentowanej piątki! - Nawijał jak nakręcony John. Dziennikarze uśmiechali się szeroko, wiedzieli bowiem, że to co właśnie nagrywają będzie jedną z sensacji dnia. 
- Zapraszamy na wysłuchanie, myślę, że później będziemy mieć czas na kilka pytań. - John kiwnął głową w moją stronę na znak, że zaczynamy. Już chciałam uderzyć palcami o klawisze, kiedy zatrzymał mnie głos nikogo innego, jak Harry'ego. Siedział przy statywie z mikrofonem, przez który przemawiał. Każdy spoglądał na niego jak zaczarowany.
- Jeśli mi pozwolicie, chciałbym "Moments" zadedykować jednej osobie. - Urwał na chwilę, a ja siedziałam i czułam, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. - Alex. Wiem, że cały czas jesteś gdzieś tutaj i się mną opiekujesz. Jesteś jak wiatr. Nie widzę cię, ale czuję... I nigdy o tobie nie zapomnę. Chłopaki, mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko i razem ze mną zaśpiewacie to dla niej. - Każdy z nich wyszczerzył się w stronę szatyna na znak, że się zgodzili. Ten uśmiechnął się smutno i spuścił na chwilę głowę. Zaraz ją podniósł, bowiem usłyszał oklaski. Zdziwiona spojrzałam na publiczność i okazało się, że wszyscy stoją i biją brawo. Nawet te najgorsze dziennikarskie szuje, które wiele razy oczerniały zespół okazały serce i klaskały. 
- Dobrze, zacznijmy. Mruknęłam cicho i odwróciłam się w stronę pianina. Widząc na klawiszach przezroczyste krople uświadomiłam sobie, że popłakałam się ze wzruszenia. To, co zrobił było niesamowite. On naprawdę mnie kochał. Przekonywałam się o tym na każdym kroku, jednak dopiero teraz w to uwierzyłam. Boże, gdyby wiedział... 
Włącz! :)
Shut the door 
Turn the light off
I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try
Heart beats harder
Time escapes me
Trembling hands touch skin
It makes this harder
And the tears stream down my face. 

- Łzy cały czas ciekły po moich policzkach, ale grałam dalej. Nie mogłam niczego zepsuć. Nie mogłam im tego zrobić. 

- If we could only have this life for one more day

If we could only turn back time! 

- Kątem oka widziałam, że tym razem nie było widać już po szatynie tak ogromnego smutku, gdy wyśpiewywał te słowa. Skupiał się na tym, by zaśpiewać to do.. Mnie. To śmieszne, ale taka jest prawda. Udało mu się nawet uśmiechnąć, co podniosło mnie trochę na duchu. 





- You know I'll be

Your life, your voice your reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before you leave me today!

- Każdy z chłopaków, bez wyjątku, bardzo wczuł się w słowa, które wypływały z ich ust. Było to widać, słychać i przede wszystkim czuć. Każdy z nich wiedział, że to dla Harry'ego ważne, a ponieważ się przyjaźnili, to pragnęli, aby wyszło to idealnie. Kolejny raz dzisiaj byłam z nich dumna! 

Close the door
Throw the key
Don't wanna be reminded
Don't wanna be seen
Don't wanna be without you
My judgement is clouded
Like tonight's sky...

- Spojrzałam na blondyna, który właśnie zakończył swoją solówkę i przez chwilę nawiązałam z nim kontakt wzrokowy. Widziałam w jego niebieskich oczach słone łzy, próbował powstrzymywać je przed wypłynięciem na rumiane policzki. Uśmiechnął się słabo i odwrócił, widocznie nie chciał abym patrzyła na jego emocje, których po prostu nie potrafił ukrywać. 

- Hands are silent
Voice is numb
Try to scream out my lungs
But it makes this harder
And the tears stream down my face.

- Louis również bardzo przeżywał to, co się działo. Być może był to najsmutniejszy i najdojrzalszy zarazem występ w ich karierze. Przeczesał palcami idealnie ułożone włosy i przygryzł wargę. Teraz kolej Hazzy. Znowu. 

- If we could only have this life for one more day
If we could only turn back time!

- Ostatnie słowa niemal wykrzyczał. Publiczność siedziała i słuchała oczarowana tym występem. Po chwili chłopcy weszli na przedostatni już refren. Ja natomiast starałam się patrzeć w nuty i nie myśleć o Harry'm, jednak łzy, które cały czas stały mi w oczach nie pomagały. Bałam się, że któryś z dziennikarzy zauważy mój wybuch emocji i później to skomentuje, jednak nikt się na mnie nie patrzył. Każdy skupiał się na One Direction. 

- Flashing lights in my mind
Going back to the time
Playing games in the street
Kicking balls with my feet
Dancing on with my toes
Standing close to the edge
There's a part of my clothes
At the end of your bed
As I feel myself fall
Make a joke of it all. 

- Pojedyncze osoby otworzyły tylko szerzej usta. Malik zaśpiewał swoje solo z takim przekonaniem, że najtwardszego krytyka zwaliłoby to z nóg. Zauważyłam, że kiedy było się z chłopakami na próbie, czy gdzieś indziej to zachowywali się jak dzieci mimo swojego wieku. Teraz jednak wiedziałam, że nie tylko Harry w głębi duszy jest dojrzały, tą cechę spokojnie można przypisać każdemu z nich. Wiedząc, że zbliża się ostatni refren zaczęłam grać nieco głośniej i jeśli można to tak nazwać, agresywniej. 

- You know I'll be
Your life, your voice your reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say... 

- Czwórka chłopaków w tym momencie zamilkła, w sali roznosił się już tylko donośny i przepełniony uczuciem głos Styles'a. 

- Before you leave me today!

- Zagrałam jeszcze krótkie zakończenie. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwały fanki swoim piskiem i brawami. Wszyscy znowu zaczęli klaskać. Chłopcy wstali i się ukłonili, co wywołało kolejną falę owacji. Ja w tym czasie wytarłam policzki i spróbowałam doprowadzić się do jakiegoś normalnego stanu. 
- Dziękujemy wszystkim za wysłuchanie, myślimy, że piosenka zarówno managementowi jak i wam przypadła do gustu. Teraz 10 minut na pytania. - Powiedział John do mikrofonu i usiadł w fotelu, a obok niego chłopcy. Dziennikarze od razu zaczęli wykrzykiwać i podnosić ręce, mało brakowało, a chyba byliby w stanie się pobić.
- Pana wysłuchamy na początek. - Dyrektor wskazał palcem na młodego mężczyznę z mikrofonem w ręku. Ten uśmiechnął się i spytał.
- Kiedy konkretnie rozpocznie się trasa Where We Are i jakie rejony świata będzie obejmować? 
- Tour rozpocznie się pod koniec kwietnia. - Powiedział Zayn.
- Odwiedzimy różne rejony Europy, Ameryki Północnej i Południowej, Australię i Nową Zelandię, a także Japonię. - Dokończył Liam. Tym podobnych pytań nie było końca, każdy chciał wiedzieć jak najwięcej, mimo iż wszyscy wiedzieli, że pewne szczegóły są objęte ścisłą tajemnicą. 
- No dobrze, to chyba koniec na dzisiaj... - Odezwał się nagle John i już chciał wstać, kiedy jedna kobieta krzyknęła.
- Mam jeszcze jedno pytanie, do pana Styles'a! - Harry podniósł na nią wzrok i zmarszczył brwi. Niechętnie, ale się zgodził. - Czy poniesie pan jakąkolwiek odpowiedzialność karną za spowodowanie śmiertelnego wypadku, w którym zginęła Alex Evans? - W tym momencie wszyscy zamilkli. Widziałam, że Harry zbladł i jestem pewna, że gdyby nie siedział to nogi by się pod nim ugięły. John poczerwieniał na twarz i odburknął za niego, że to pytanie nie dotyczy ani "Moments" ani trasy, więc to koniec konferencji. Podziękował dziennikarzom i razem z chłopakami wyszedł. Ja pobiegłam tuż za nimi. 

- Julie? - Usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i ujrzałam osobę, do której żywiłam niesamowicie wielkie uczucia. Harry nadal blady stał z kamienną twarzą i po prostu się na mnie patrzył. 
- To co zrobiłeś, było piękne. Naprawdę. - Uśmiechnęłam się, lecz on tego nie odwzajemnił.
- Ale gdybym tego nie zrobił, to może tamta kobieta nie zadałaby mi takiego pytania. Jestem idiotą, gdybym siedział cicho to może daliby mi wreszcie święty spokój. - Schował twarz w dłoniach i pokręcił mocno głową. Nie umiałam się oprzeć, przyciągnęłam go do siebie i mocno przytuliłam.
- To było niesamowite i jestem pewna, że Alex jest z ciebie dumna. - Wyszeptałam mu we włosy i uroniłam jedną łzę. 
- Hm, dziękuję. - Odsunął się lekko i spojrzał mi w oczy. - Myślałaś o tym, co ci wczoraj powiedziałem? - Nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego miałam ochotę wyściskać Lou, który właśnie wpadł do salki, w której byliśmy.
- Idziemy skromnie oblać nasz sukces. Harry, idziesz z nami, ale będziemy cię pilnować. Julie, nasza wspaniała kompozytorko, ty również nam potowarzyszysz! - Wykrzyknął i złapał nas oboje za ręce. W duchu cieszyłam się z tego obrotu sprawy, jednak czując na sobie przenikliwe spojrzenie szatyna o zielonych oczach wiedziałam, że on mojej radości raczej nie podziela. 

_______

Poprosiłam Was o komentarze i nigdy więcej tego nie zrobię. 3/4 napisało, żebym się nie dziwiła, że nikt nie komentuje, bo: 
- rozdziały są dodawane rzadko
- nic się w nich teraz nie dzieje. 

Okej, przyjmuję krytykę i za nią dziękuję. Jednak chciałabym coś wyjaśnić. 
- Kochani, ja nie żyję bloggerem. Wchodzę na niego kiedy tylko mam czas, ale jest go mało. Mówiłam już, że mam dużo zajęć. Nie chcę także zaniedbywać szkoły, bo Wy żądacie częstszych rozdziałów. Podjęłam decyzję, nie będę Was zmuszać do komentowania - pisze ten, kto chce. 
- Mam do Was pytanie. Czy w każdej przeczytanej przez Was książce na każdej jej kartce coś się działo? Czy każdy rozdział był pełen emocji i dramaturgii? Jestem pewna, że nie.
Owszem, nic ciekawego się teraz u mnie na blogu nie dzieje, ale te nudne wg Was rozdziały mają za zadanie wprowadzić w końcową akcję tego opowiadania. Teraz się pewnie zdziwicie, że napisałam coś o końcu. Otóż, stwierdziłam, że nie będę na siłę przedłużać, wszystko co chcę umieścić w tym opowiadaniu mam już rozpisane na kartce i zostały mi maksymalnie 4 rozdziały z epilogiem włącznie.

I od razu mówię, że nie będę ich pisać na siłę szybko, tylko wtedy, kiedy pojawi się wena. Inaczej to nie ma sensu, już się o tym nieraz przekonałam. 

Tyle ode mnie, pewnie znowu posypią się hejty, ale cóż - takie życie bloggera. 

Dziękuję Sandrze za nominację do Liebster Award, w wolnym czasie zrobię zakładkę ''nominacje" na blogu i tam wszystko napiszę. :) 









sobota, 1 lutego 2014

Chapter Fifteenth


As we die, both You and I, 
With my head, in my hands
I sit and cry. 



- Możemy porozmawiać? To naprawdę ważne. 
Odwróciłam się na pięcie i stanęłam twarzą w twarz ze Styles'em. Do moich nozdrzy od razu doszedł zapach niesamowicie przyjemnych perfum, którymi chłopak musiał się rano wypsikać. Jakby mi nie wystarczyło, że stał przede mną w całej swojej okazałości, naprawdę. 
- Tutaj? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Wzruszył ramionami i założył na siebie swój czarny płaszcz. 
- Niekoniecznie. Przejdziemy się? - Pokiwałam głową twierdząco i sama również się ubrałam. Było już późno, a wieczór chłodny, dlatego mocno opatuliłam się szalikiem i założyłam czapkę na głowę. Harry, jak to miał zawsze w zwyczaju, otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Na korytarzu pożegnałam się z siedzącą jeszcze w recepcji Clarą i wyszliśmy na opustoszałą, londyńską ulicę. Studio specjalnie znajdowało się w miejscu, w którym nie kręciły się tłumy. To ułatwiało celebrytom pracę. 
Początkowo szliśmy w ciszy, przed siebie. Nie czułam się skrępowana, nigdy nie musiałam z nim rozmawiać na siłę, cisza między nami nie wydawała się być niezręczna i tym razem. Kiedy znaleźliśmy się na skrzyżowaniu stanęłam i popatrzyłam na pogrążonego w myślach chłopaka. Pociągnął mnie w prawą stronę i powiedział cicho. 
- Niedaleko jest taka mała kawiarnia, żadni fani o niej nie wiedzą, więc będziemy mieć święty spokój. - Uśmiechnęłam się ciepło i dałam się poprowadzić Harry'emu. Doszliśmy w mniej więcej 10 minut. 
- Zapraszam. - Lokaty otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka. Znaleźliśmy się w przytulnym, małym lokalu, w którym nie było zbyt wielu ludzi. Pomieszczenie urządzone było w starym, angielskim stylu, co od razu mi się spodobało. Lubiłam taki klimat. Zastanawiałam się tylko nad jedną rzeczą - jak to możliwe, że Harry znał to miejsce i ani razu mnie tu wcześniej nie zabrał? Miałam wrażenie, że w czasie naszego związku zdążył pokazać mi wszystko, co tylko mógł. 
- Chodź tam. - Wziął mnie za rękę i nie puścił, dopóki nie znaleźliśmy się przy samym stoliku, co przyprawiło mnie o przyspieszony puls, który nie miał najmniejszego zamiaru się uspokoić. Usiedliśmy w odosobnionym miejscu i poczekaliśmy na kelnerkę, która przybyła do nas w ciągu może pięciu minut. Złożyliśmy zamówienie, na które składały się herbaty i kawałki ciasta dla każdego z nas, a kiedy młoda pracownica odeszła na bezpieczną odległość, postanowiłam rozpocząć wreszcie tą "naprawdę ważną rozmowę". 
- To o czym tak chciałeś pogadać? - Chłopak od razu spojrzał w moją stronę, lecz nadal milczał. W jego zielonych oczach widziałam, że myślał nad każdym słowem, które chciał wypowiedzieć na głos. 
- Możemy najpierw porozmawiać tak na luzie i ten temat odłożyć na potem? Jest bardzo dla mnie ważny, ale też nie wiem jak w ogóle go zacząć... - Powiedział wyraźnie zakłopotany i przeczesał opadające na czoło loki. Szczerze mówiąc, coraz bardziej zaczynałam się bać tego "poważnego tematu".
- Emm, no okej, mi się nigdzie nie spieszy. - Uniósł nieznacznie kąciki ust ku górze, ale to wystarczyło, by uwydatniły się jego słodkie dołeczki w policzkach, które zawsze mnie rozczulały. 
- No więc... - Urwał, bo akurat pojawiła się kelnerka z zamówieniem. - Nasza znajomość jest lekko mówiąc dziwna, nie uważasz? - Kontynuował dopiero, kiedy poszła do drugiego stolika.
- Co masz konkretnie na myśli? - Upiłam łyk ciepłego napoju i zaciągnęłam się jego przyjemnym zapachem, w czasie gdy Harry próbował ułożyć jakoś swoje myśli w słowa.
- No bo, co chwila się widujemy, nawet u ciebie nocowałem... A prawda jest taka, że wiem o tobie tylko tyle, co znalazłem w CV u managera w gabinecie. To dość nietypowa sytuacja, nie uważasz? -  Roześmiałam się,  co sprawiło, że i chłopak trochę się rozpogodził. Miał rację, to rzeczywiście nie było zbyt normalne - ale tak naprawdę to co miałam mu o sobie powiedzieć? Nie pomyślałam wcześniej i nie ułożyłam sobie żadnej "historyjki"... 
- Hahah, to co takiego chciałbyś wiedzieć? - Zapytałam nadal się śmiejąc, chciałam tym ukryć stres, który się we mnie zrodził. 
- No nie wiem, na przykład ile masz lat? To chyba ważna informacja. - Uniosłam brwi do góry i spojrzałam na niego zdziwiona. 
- No co, to tajemnica? Ja wiem, kobiet  o wiek się nie powinno pytać, ale mogłabyś powiedzieć. - Uśmiechnął się delikatnie.
- Mówiłeś, że czytałeś moje CV. Musiało tam pisać, ile mam lat. - Chłopak zrobił minę, której można by nadać tytuł "ups, ale wtopa". 
- No wiem, ale tam była tylko data, której już i tak nie pamiętam, a wtedy nie chciało mi się liczyć lat... - Złapałam się za głowę i zaniosłam kolejną falą śmiechu. Oj Styles.. 
- Skończę w tym roku 19. - Odparłam i zabrałam się za smacznie wyglądające ciastko, znajdujące się na talerzu przede mną. 
- Tak właśnie podejrzewałem! - Wykrzyknął, a ja spojrzałam na niego z politowaniem. Jasne, jasne, przyznaj się gwiazdeczko, nie chciało ci się ruszyć mózgu i policzyć. Bo przecież to taka trudna matematyka! 
- Jesteś stąd? Planujesz jakieś studia? Masz rodzeństwo? Jesteś w związku czy singielka? - Zasypał mnie pytaniami, a ja czułam, że moje zakłopotanie wzrasta. Thinking, kobieto! 
A.. A co by się stało, gdybym po prostu powiedziała prawdę? Przekonajmy się. Nie mam nic do stracenia.
- Taaak, jestem z Londynu. Zawsze chciałam iść na uniwersytet muzyczny, ale to raczej nie wypali. Jestem samoukiem, amatorką. W ogóle dziwię się, że wasz manager mnie zatrudnił. Mam młodszą siostrę, bardzo ją kocham, jestem z nią strasznie zżyta. I no ten... Ten ostatni temat jest dość trudny. - Powiedziałam i odwróciłam wzrok w stronę lady, przy której stała ta sama młoda kelnerka, która wcześniej nas obsługiwała. Mało nie wyszły jej oczy, kiedy podziwiała Harry'ego. Widząc mój wściekły wzrok od razu wróciła do swojej pracy. 
- Mhm, jakiś kryzys? - Ciągnął ten temat niestety dalej.. Niech to diabli. 
- Można tak powiedzieć. Miałam kogoś, kogo strasznie kochałam, ale wydarzyło się coś, co nas rozdzieliło. Możliwe, że na zawsze. - Lokaty od razu zesztywniał. 
- Przykro mi. Wiem coś o tym. Ale może w twojej sprawie da się coś jeszcze zrobić? Chociaż w twojej. - Wzruszyłam ramionami nie wiedząc, co odpowiedzieć. I w mojej sprawie mogłoby się zmienić, i w jego. W sumie to w naszej. Ale przecież mu tego nie powiem, bo uzna mnie za idiotkę. 
- Ehh, widzę, że samo się do tego zeszło, więc już nie będę niepotrzebnie przeciągał. Chciałem porozmawiać o Alex. I o tobie. O was dwóch. - Prawie zakrztusiłam się herbatą, kiedy to usłyszałam. Od razu podniosłam na niego zdziwiony wzrok i czekałam na kontynuację wypowiedzi. 
- Sam nie wiem, jak ci to powiedzieć. Bo... śniła mi się. I ty też. To było strasznie dziwne. - Mruknął i zanurzył malinowe usta w napoju. Czułam, że wcześniejsze przyspieszenie mojego tętna było tylko wprawką do tego, co działo się właśnie teraz. 
- Ona mnie prosiła o pomoc. A potem... Potem zamieniła się w.. ciebie, Julie. A ty w jakiegoś kościotrupa. I kurczę, ja totalnie nie wiem co o tym myśleć. Alex chciała mi coś w ten sposób przekazać? A może to tylko ja wariuję? - Siedziałam osłupiała i nie miałam zielonego pojęcia o co chodziło. W pewnym momencie w mojej głowie ukazał się obraz uśmiechniętego Davida, wtedy już wiedziałam kogo to sprawka. Z jednej strony miałam ochotę mu podziękować, ale z drugiej zabić! Dlaczego nic mi nie powiedział? Co ja miałam mówić Harry'emu, do cholery jasnej?! 
- Mówiła coś jeszcze? - Spytałam cicho. 
- Że muszę sam wszystko zrozumieć, czy coś takiego. I, że mam coraz mniej czasu. A potem zmieniła się w ciebie i ty też to powiedziałaś. Ja świruję, prawda? Boże, powiedz, że po prostu pierdoli mi się w głowie, Julie! - Krzyknął, przez co parę osób zwróciło na nas niepotrzebnie uwagę. 
- Ciszej, Harry. Musimy się nad tym wszystkim zastanowić na spokojnie, rozumiesz? Emocje w niczym nie pomogą. - Starałam się grać na zwłokę, miałam już pewien plan w głowie, jak uniknąć dzisiaj mówienia swojego zdania na ten temat. Oby tylko się udało, bo jak nie to będę udupiona, dosłownie. 
- Ale tu nie ma czasu na spokój, Juls! Albo ona potrzebuje pomocy, albo to ja potrzebuję wizyty u psychiatry.. - Warknął i odstawił filiżankę na stół. Ja natomiast siedziałam i non stop przygryzałam tylko dolną wargę. 
- Może... Może wyjdziemy na zewnątrz, Hazz? Ochłoniesz, odprowadzę cię do domu. Zastanowię się nad tym co mi powiedziałeś i dam ci znać jutro, powiem co wymyśliłam. Może tak być? - Błagam człowieku, zgódź się. No zgódź! To nie boli! 
- Chodź... - Zostawił na stole należne pieniądze za złożone przez nas zamówienie z solidnym napiwkiem i po chwili byliśmy już na dworze. Zadrżałam czując zimny powiew wiatru i założyłam kaptur na głowę. Ruszyliśmy w stronę apartamentowca, który również nie znajdował się specjalnie daleko. 
- Ale powiedz szczerze Julie, co pomyślałaś kiedy ci to powiedziałem? Że jestem nienormalny, no nie? - Powiedział cicho i spojrzał na mnie nieśmiało. Westchnęłam głęboko i odparłam.
- Nie przeszło mi przez głowę, że coś z tobą nie tak. Ale naprawdę muszę to przemyśleć w spokoju, w samotności, by powiedzieć coś więcej. Dasz mi tą jedną noc do namysłu? - Posłałam w jego stronę pokrzepiający uśmiech, co po chwili nieporadnie, ale odwzajemnił. 
Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Kiedy dotarliśmy do jego klatki i już miałam odchodzić, ten odezwał się ledwo słyszalnie.
- To chłopak powinien odprowadzać dziewczynę, nie odwrotnie. Czuję się jak pajac. - Zachichotałam i pomachałam mu na pożegnanie. 
- Nie przejmuj się. Mam coś jeszcze do załatwienia. Dobranoc, Harry. 
- Dobranoc, Julie. - Kiedy wszedł do środka, od razu rzuciłam się biegiem w stronę swojego bloku. Musiałam jak najszybciej znaleźć się we własnym mieszkaniu, gdyż miałam kolejny, genialny plan. Plan pod tytułem: zabić anioła - idiotę. 

_______

1. Przepraszam, że dodaję to w tak dużym odstępie czasowym. Poprawię się, obiecuję! 
2. Wiem, piszę jakieś bzdury... W mojej wyobraźni całe to opowiadanie wyglądało lepiej.
3. Jestem do tyłu z czytaniem i komentowaniem Waszych blogów, przepraaaszam! :( Z tym też postanawiam poprawę. 

4. 71 obserwatorów i 19 komentarzy? Serio Kochani? Wiem, lecę sobie w kulki z tym blogiem, ale pisanie rozdziału zajmuje mi trochę więcej czasu niż Wam opublikowanie czegoś w stylu "czytam, podoba mi się!" czy "robi się nudno, zmień tu coś".  
Wiem, że część z Was uważa, że powinnam się cieszyć tym, co mam. I to robię! :) Ale mordki, Wasze oceny tego co bloggerzy publikują są dla nich paliwem. 

+ Wiem, że tego nie przeczyta, ale...

HAPPY BIRTHDAY HARRY! 
You're not teenager, but Directioners love you so much! Our lovely adult, hahah! :) 

wtorek, 31 grudnia 2013

Chapter Fourteenth


You take me by the hand, I question who I am,
Teach me how to fight, I'll show you how to win.
You're my mortal flaw and I'm your fatal sin.




Wybiła 13:00, a ja akurat przekroczyłam próg ogromnego studia należącego do SYCO. Skinieniem głowy przywitałam się z siedzącą w recepcji Clarą i już chciałam pomaszerować do sali prób, jednak zatrzymał mnie jej poważny ton głosu.
- Julie, dyrektor chce cię widzieć. - Zdziwiona stanęłam w miejscu i spojrzałam na dziewczynę pytająco. Ta wzruszyła ramionami, jakby również nie wiedziała o co może chodzić.
- Nic więcej nie powiedział, po prostu chce żebyś przyszła. Siedzi w gabinecie na samej górze. - Powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie, co odwzajemniłam. Podeszłam do windy i nacisnęłam guzik. Miałam chwilę, musiałam poczekać aż zjedzie na parter, dlatego odezwałam się do Clary jeszcze raz.
- Możesz powiedzieć chłopakom, że się spóźnię? Pewnie już czekają. - Dziewczyna pokiwała głową na znak, że to nie problem. Podziękowałam jej kolejnym uśmiechem i wsiadłam do windy, która akurat nadjechała.

- Proszę. - Usłyszałam i uchyliłam delikatnie drzwi gabinetu. Za ogromnym, mahoniowym biurkiem siedział dyrektor. Był to dobrze znany mi John - mężczyzna w średnim wieku, przyjaciel Simona - właściciela wytwórni. Skinął głową i zaprosił mnie do środka. Niepewnie weszłam i usiadłam na krześle naprzeciwko niego. 
- Wzywał mnie Pan. - Powiedziałam nieśmiało i spojrzałam na niego. Nie wyglądał na człowieka o złym nastroju, dlatego trochę się rozluźniłam.
- Tak, posłuchaj Julie. Najpóźniej jutro chłopcy muszą pokazać się z tym nowym singlem. Dacie radę? Simon na was liczy. Ja również. - Z jednej strony mi ulżyło, bałam się, że zostałam wezwana, bo coś źle zrobiłam. Z drugiej jednak byłam nadal trochę przerażona. Przecież za mało ćwiczyliśmy! Nie byliśmy gotowi na występy, na pewno nie z "Moments". 
- Ale, panie dyrektorze... Myślę, że to zły pomysł. Chłopcy nie opanowali jeszcze idealnie tej piosenki. - Odparłam i spuściłam wzrok. Wolałam jego reakcji nie podziwiać. John zawsze był nerwowy. 
- Nie interesuje mnie twoje zdanie, jeśli mam być szczery. Jutro o 12:00 chcę widzieć śpiewających chłopaków przede mną. Żegnam, Julie. - Mruknął i zajął się papierami. Całkowicie mnie olał. Zaskoczona i oburzona wyszłam z pomieszczenia i pobiegłam do windy. 

Otworzyłam drzwi i wściekła wpadłam do sali prób. Zayn i Louis prawie spadli z krzeseł, Niall spojrzał na mnie cały wypłoszony, a Harry'ego nigdzie nie widziałam.
- Dziewczyno, chcesz żebym padł na zawał? - Warknął Malik i złapał się za głowę. Zignorowałam go i natychmiast usiadłam przy pianinie. 
- Nie mamy czasu na głupie rozmowy. Jutro występujecie przed Johnem, Simonem i resztą zarządu. Macie zaśpiewać "Moments", a dobrze wiecie, że średnio nam to wszystko idzie. Niech ktoś znajdzie Styles'a i go tu przyprowadzi, będę wdzięczna. - Mruknęłam poirytowana, co wywołało niemały szok u 4/5 One Direction. Z początku wszyscy siedzieli i tępo się na mnie patrzyli, dopiero po chwili Nialler ruszył tyłek i pomaszerował na korytarz. 
Reszta nadal gapiła się na mnie jakbym nie wiem co zrobiła.
- No co, do cholery? Ruszać tyłki i się rozśpiewujemy. - Wstali posłusznie, a ja zaczęłam grać znaną im już dobrze melodię. Po paru minutach ćwiczeń do sali wpadli blondas i Harry. Oboje dołączyli do reszty i przez dobre pół godziny ćwiczyliśmy ich skale. 
- Do, re, mi, re, do, re, mi, re, do... Dobrze, koniec! Przechodzimy do singla, mamy mało czasu. - Powiedziałam i zagrałam wstęp do "Moments", lecz Liam nie wszedł na swoją solówkę. Rzuciłam mu pytające spojrzenie, a ten powiedział.
- Julie, nie dało się go przekonać? Przecież my ledwo co umiemy. Wszyscy się wściekną. - Pokręciłam wolno głową, w zupełności się z nim zgadzałam. Jeśli wystąpimy jutro przed nimi to się skompromitujemy. 
- Powiedział, że nie interesuje go to, co mam w tym temacie do powiedzenia. Przykro mi chłopcy, ale chyba spędzimy to dzisiaj większość dnia... Jeśli źle wypadniemy, to z pewnością mnie wyleją. A ja chciałabym mieć stałe źródło dochodu. - Uuśmiechnęli się do mnie i wzięli kartki z tekstami. 
- Liam, wchodzisz. - Powiedziałam i powtórnie zagrałam początek singla. Tym razem Payne idealnie zaczął. Uśmiechnęłam się szeroko i grałam dalej, wsłuchując się w słowa, które zapisane zostały przez genialnego Ed'a Sheeran'a. 
Zatopiłam się w muzyce, lecz kiedy zaczęło się sol0 Harry'ego bicie mojego serca momentalnie przyspieszyło. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do głębi jego niesamowitej barwy głosu. Po chwili dołączyła do niego reszta zespołu i razem o dziwo ładnie zaśpiewali. Byłam z nich dumna, naprawdę się starali. Banan sam cisnął mi się na twarz.

Naprawdę nieźle ich wymęczyłam. Skończyliśmy ćwiczenia późnym wieczorem, była już 19:00. 
- To do zobaczenia jutro, Julie. Będzie dobrze. - Powiedzieli chórem chłopcy i rozeszli się do domów. Myślałam, że zostałam sama w sali, dlatego ubierałam płaszcz i podśpiewywałam sobie pod nosem. Prawie podskoczyłam ze strachu, kiedy usłyszałam za sobą niski, męski głos.
- Możemy porozmawiać? To naprawdę ważne. 

________

Wieeeeem, króciutki, ale jestem na imprezie, hahahah.
Trochę już wypiłam i nie mam siły pisać dalej. Przepraszam, jeśli coś jest bez sensu. XD

Niedługo dodam ciąg dalszy, obiecuję. 

A teraz... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! ♥


czwartek, 26 grudnia 2013

Chapter Thirteenth


Ostatni już raz sprawiłem, że jej oczy płaczą.
Pośród mych natchnień, Twoje łzy słone..

Błagam, napraw mnie! 



Licznik: 19 dni
 Faceci są do dupy. 
Wiedziałam o tym od zawsze, dlatego nigdy z żadnym nie wiązałam się na poważnie. Dopóki nie pojawił się on. Ten, który miał być inny. Ten, który wydał mi się doskonały. 

Wczoraj dotarło do mnie, że ideały nie istnieją. Nawet on nie potrafi nim być. Udowodnił to w klubie. 
Ta scena znów stanęła mi przed oczami. Momentalnie się wzdrygnęłam, kolejne łzy zalały moje czerwone od płaczu policzki. Jego usta zetknięte z ustami tej dziwki. Ich przyspieszone oddechy. Ich płonące z pożądania ciała. Całe wspomnienie wróciło, jak jakiś okropny sen. 
- Nie mam siły. Do cholery, nie mam już siły! - Krzyknęłam sama do siebie i walnęłam pięścią w białą ścianę w przedpokoju.
 Zsunęłam się po niej i usiadłam na podłodze. Odrzuciłam do tyłu blond włosy i schowałam twarz w dłoniach, które już po chwili były całkowicie mokre. 
- Czemu się mazgaisz jak dziecko? - Pisnęłam wystraszona i aż podskoczyłam. Obok mnie siedział sobie David i przyglądał mi się badawczym wzrokiem. Na początku widziałam w jego oczach znaną mi już ironię, jednak po chwili zmieniła się ona w zakłopotanie, a po chwili we... Współczucie? A jednak anioły mają uczucia. Przebywając z nimi w niebie zaczynałam już powoli w to wątpić.
- Młoda, wiedziałaś na co się porywasz. Droga, którą wybrałaś jest najtrudniejsza. Najbardziej bolesna i najbardziej popieprzona ze wszystkich. Ale też najbardziej opłacalna. Przynajmniej w niektórych przypadkach. - Powiedział i uniósł lekko kąciki ust ku górze. Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Automatycznie przysunęłam się jeszcze bliżej i schowałam głowę w jego bluzę. Pachniał jakimiś ładnymi perfumami, które od razu mi się spodobały. Zamknęłam zapłakane oczy i zaciągnęłam się tą przyjemną wonią. Chociaż w tym momencie czułam, że ktoś przy mnie był, że nie zostawiono mnie całkowicie na pastwę losu. 
- Dziękuję. - Wyszeptałam i uniosłam głowę, by móc spojrzeć w jego czekoladowe oczy. Ten zaskoczony odwzajemnił spojrzenie i odparł.
- Za co? - Uśmiechnęłam się przez łzy i wytarłam pozostałości słonego płynu z policzków.
- Za to, że mi pomagasz, że jesteś. Bez ciebie całkowicie bym tu zbzikowała. - Zaśmiał się słysząc ostatnie słowo i poczochrał moje długie włosy, które i bez jego gestu były ułożone w cztery strony świata. Dopiero w tym momencie dotarło do mnie, że cały czas się do niego przytulałam. Poczułam, że oblałam się rumieńcem pokazującym moje zawstydzenie i odsunęłam się trochę. Anioł chciał już to skomentować, ale ja byłam szybsza i zaczęłam inny temat.
- Dlaczego możesz mnie dotykać? Zmieniłeś się w człowieka? - David spojrzał na mnie spode łba i uśmiechnął się ponownie, tym razem ze znaną mi już kpiną. 
- Uwierz, chciałbym. Ale nigdy nie będzie mi to dane. Po prostu kiedy jestem w tym świecie mogę sprawić, by moje ciało stało się materialne. Lecz nigdy nie będę mógł zrobić tego na stałe. - Przez to, co powiedział grobowa atmosfera powróciła. Zrobiło mi się głupio.
- Ja... Przykro mi. - Odparłam i spuściłam głowę. Kątem oka widziałam, że chłopak pokręcił tylko głową, jakby mnie nie rozumiał.
- Nie masz na to wpływu, nie musisz czuć się dziwnie, niepotrzebnie mi współczujesz. - Chciałam coś mu na to odpowiedzieć, ale zatkał mi usta palcem i kontynuował. - To dlatego tak bardzo byłem za tym, byś mogła tu wrócić. Jesteś żywa, jesteś człowiekiem. To, że urodziłaś się na Ziemi było dla ciebie największym darem, ogólnie życie jest największym prezentem jaki możemy dostać. Tobie zabrano je zbyt wcześnie. Chciałem, abyś mogła się nim jeszcze trochę nacieszyć. Ja nie mogę, ale mogę patrzeć na to jak próbujesz swój nowy prezent jakoś ułożyć. Mogę ci pomagać. To sprawia, że trochę zapominam o tym, że sam nigdy nie będę mógł doświadczyć tego na swojej skórze. - Autentycznie mnie zatkało. Nie byłam w stanie uwierzyć w to, że on powiedział coś takiego. Złapałam go za rękę i ścisnęłam ją lekko, chcąc tym dodać mu otuchy - tak jak on mi przed chwilą. 
- Dobra, trochę zboczyliśmy z tematu. Młoda.. - Wcięłam mu się momentalnie w słowo.
- Nie nazywaj mnie tak. - Nienawidziłam tego typu przezwisk. Sprawiały, że moja cierpliwość kończyła się momentalnie.
- Okej, no to blondi. Lepiej? - Spojrzałam na niego spode łba, ale nie zmartwił się tym zbytnio i mówił dalej. - A więc tak. Rozumiem, że cholernie boli cię to, co stało się wczoraj. Masz prawo być wściekła. Ale nie możesz tego okazywać. Nie przy Harry'm. Gdybyś była Alex, mogłabyś zrobić mu awanturę za to obściskiwanie się z przypadkową laską. Jednak musisz pamiętać, że teraz jesteś Julie. Masz trochę mniej do powiedzenia niż wcześniej, bo jak na razie nie chodzisz z nim. 
- Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić... - Mruknęłam i utkwiłam wzrok w padającym za oknem śniegu. Białe płatki sprawiały, że trochę się uspokoiłam.
- Posłuchaj mnie. Jak już będziecie szczęśliwą parką to mu to wypomnisz, nakrzyczysz na niego i dasz karę, zrobisz co ci się zamarzy. Ale mówię ci, że teraz strzelanie na niego focha nie ma sensu! Zacznę od tego, że wybadałem sytuację i wiem, że on nic nie pamięta. Jedno wielkie nic! A zakończę na tym, że masz coraz mniej czasu, chcesz go zmarnować na obrażanie się? Zastanów się nad tym. Pamiętaj, że niedługo wkraczam do akcji, no chyba, że coś się między wami nagle ruszy. - Wyszczerzył się jak głupi i zniknął. Westchnęłam cicho i w duchu przyznałam mu rację. Nagle usłyszałam dzwoniący telefon, który najprawdopodobniej leżał na stole w przestronnej kuchni. Niechętnie podniosłam się z podłogi i pomaszerowałam odebrać.
- Halo?
- Julie? Słuchaj, wiem, że już prawie 10:00, ale czy nie moglibyśmy zacząć próby o jakiejś 13:00? Nie wyszłaś jeszcze do studia, prawda? Powiedz, że nie! - Oczywiście, że nie, miałam w ogóle nie przychodzić, tylko zadzwonić i powiedzieć, że mam grypę, ale straciłam poczucie czasu. - Jesteśmy całkowicie niewyspani po tej imprezie...
- Masz szczęście, że jeszcze nie wyruszyłam z domu. Widzimy się później, Nialler. - Już chciałam kończyć, ale Irlandczyk musiał jeszcze coś powiedzieć. 
- Czekaj! Julie, czy już z tobą lepiej? Wybiegłaś cała zapłakana, Harry za tobą, nikt nie wie co się stało, on nic nie pamięta... - Skrzywiłam się i na biegu spróbowałam wymyślić jakieś kłamstwo.
- Aj tam, nie ma o czym mówić. Trochę się podpiłam, a spotkałam tam byłego chłopaka z jakąś nową laską. Jak przedobrzę z drinkami to płaczę przez byle co. - W sumie aż tak bardzo go nie okłamałam. Pominęłam tylko parę drobnych szczegółów, od których mógłby zwariować i uznać mnie za idiotkę.
- A, rozumiem. W takim razie ulżyło mi, myślałem, że ktoś ci coś zrobił! Okej, to ja idę odespać. Do zobaczenia! - I się rozłączył. Odłożyłam telefon na stół i poszłam do sypialni, gdzie rzuciłam się na łóżko. Nie spałam praktycznie wcale, byłam równie padnięta jak zespół. Dlatego już po kilku minutach odpłynęłam w świat Morfeusza. 



Perspektywa Harry'ego 

Obudził mnie dźwięk telefonu, który miałem ochotę wywalić za okno. Niechętnie otworzyłem oczy i uniosłem się na łóżku do pozycji siedzącej. Od razu poczułem bardzo silny ból, który przeszywał całą czaszkę. Zacząłem zastanawiać się nad tym, co wydarzyło się w nocy w klubie i ile wypiłem, ale nic nie mogłem sobie przypomnieć... Jęknąłem cicho i zgarnąłem komórkę z szafki nocnej. 


"Widzimy się w studiu dopiero o 13:00. N. xx" 

Odetchnąłem z ulgą i położyłem się z powrotem. Owinąłem się szczelniej ciepłą kołdrą i nawet nie wiem kiedy zasnąłem. 

Siedziałem w miejscu, w którym po raz ostatni powiedziałem Alex o swoich uczuciach. Zasmucony opierałem się o kamień, na którym nadal stały wypalone już świeczki. Spojrzałem w niebo i ujrzałem gwiazdy, świeciły równie pięknie jak tego pamiętnego wieczora. Wszystko zdawało się być takie samo. Z jednym wyjątkiem. Nie było już Jej. Dziewczyny, która przewróciła moje życie do góry nogami i sprawiła, że zobaczyłem co to znaczy kochać. 
Kiedy o niej pomyślałem, z moich oczu mimowolnie popłynęły łzy tęsknoty. Przy znajomych starałem się nie pokazywać swojego cierpienia, chciałem aby myśleli, że daję sobie radę. Dopiero w samotności mogłem dać upust emocjom. 
- Harry? - Usłyszałem damski, znajomy głos i aż podskoczyłem ze strachu. Spojrzałem w bok i ujrzałem... Nieeee, to niemożliwe. To nie mogła być ona. Potrząsnąłem głową i zamrugałem kilkakrotnie. Mimo to nadal stała przy mnie. Jej długie, ciemne włosy okalały bladą i wychudzoną twarz. Niebieskie jak ocean oczy spoglądały na mnie smutno. A ja nadal nie wierzyłem w to, co się dzieje.
- Alex? Jak, jak to możliwe? - Wyszeptałem i wstałem z ziemi. Chciałem podejść bliżej i jej dotknąć, sprawdzić czy to nie zwidy, ale dziewczyna wyciągnęła rękę przed siebie i odparła.
- Nie zbliżaj się i zamilcz. Pomóż mi, Harry, proszę... Pomóż mi. - Otworzyłem szerzej oczy całkowicie zdezorientowany. 
- W czym mam ci pomóc, Alex? Powiedz, błagam. Tak strasznie za tobą tęsknię. - Brunetka uśmiechnęła się delikatnie, ledwo zauważalnie. To sprawiło, że serce zaczęło mi szybciej łomotać. 
- Nie mogę ci powiedzieć. Musisz sam wszystko zrozumieć... Wiedz Harry, że masz bardzo mało czasu. Coraz mniej... - Jej postać zaczęła nagle znikać, a ja bałem się, że to ostatni raz kiedy ją zobaczyłem. Chciałem zrobić krok do przodu, ale powstrzymałem się widząc, że niska brunetka nagle przybrała postać wysokiej, szczupłej blondynki. Spojrzałem na jej twarz i wstrzymałem oddech. Julie?
- Coraz mniej... - Szepnęła i zamieniła się w szkielet, który zaczął się do mnie zbliżać. Automatycznie zrobiłem krok w tył, ale to coś nadal za mną szło. 
- Zostaw mnie! - Krzyknąłem i pobiegłem w las. Zdawało mi się, że udało mi się uciec, jednak po chwili coś złapało mnie od tyłu i powaliło na trawę. 

- NIEEEE! - Jak oparzony wyskoczyłem z łóżka i wziąłem parę głębokich wdechów. Pot lał się po mojej twarzy jakbym przebiegł maraton. Przeczesałem z nerwów kręcone włosy i poszedłem do kuchni. W drodze cały czas w myślach mówiłem sobie "spokojnie Styles, to tylko głupi sen", jednak nic to nie dawało. Będąc już we właściwym pomieszczeniu złapałem za butelkę wody i jej zawartość wypiłem w niespełna 3 minuty. Kiedy skończyłem, odstawiłem puste opakowanie po napoju na stolik i usiadłem na krześle nadal zdenerwowany...
- Ogarnij się chłopie, to był koszmar. Nic więcej. - Nie wytrzymałem i powiedziałem to głośno. Myślałem, że trochę mnie to uspokoi, ale średnio wyszło. Cały czas trochę trzęsły mi się ręce. 
Przymknąłem na chwilę oczy, miałem nadzieję, że chociaż to okaże się pomocne. Jednak od razu ujrzałem twarz Alex, zmieniającą się w Julie. Dlaczego do cholery w nią? Co one mają ze sobą wspólnego? 
Zacząłem głębiej analizować ten cholerny sen. Alex prosiła o pomoc... Mówiła, że mam mało czasu. To raczej zła wiadomość. Po chwili pokazała się znajoma Julie, która również podkreśliła, że się on kończy. I ten kościotrup. Na samo jego wspomnienie wzdrygnąłem się lekko i otworzyłem oczy. 
- O co w tym wszystkim chodzi... - Mruknąłem i schowałem twarz w dłoniach. Nie mogłem tego tak zostawić, musiałem z kimś porozmawiać. Najlepszą osobą wydała mi się blondynka, w końcu to ona pojawiła się we śnie. Postanowiłem po pracy zająć jej chwilę. Naszły mnie myśli, że mogłaby mnie wziąć za wariata i dać numer do psychiatry, ale nie miałem wyjścia. Czułem, że ten sen nie był spowodowany moim bzikowaniem z powodu śmierci dziewczyny, byłem niemal pewien, że to jakiś znak. 

________

Kolejny, spontanicznie napisany rozdział. Krótki, bo nie miałam zbyt wiele czasu, ale jest. :) 
Taki mój prezent na gwiazdkę. Może i Wy mi jakiś zrobicie? Byłabym naprawdę szczęśliwa widząc wiele komentarzy. Widzę, że czytacie nadal mojego bloga, co prawda liczba wyświetleń spadła w stosunku do września/października, ale wciąż jest wysoka. :) 

Z okazji świąt chciałabym Wam kochani życzyć wszystkiego, co najlepsze. Wiele radości, uśmiechu na twarzy i spełnienia marzeń. 
Każdej Directionerce czytającej to opowiadanie życzę również koncertu 1D w naszym pięknym kraju - mam nadzieję, że wszystkie się na nim spotkamy. ;) 

niedziela, 15 grudnia 2013

Chapter Twelfth



I don't need to see you cry,
I don't need to breathe your life.
Think it's time I'm moving on, 
I gotta let go, let go...



Licznik: 20 dni
Obudził mnie dzwoniący już od ładnych paru minut telefon. Niechętnie wyszłam spod ciepłej kołdry i pomaszerowałam do kuchni. Zgarnęłam ze stołu komórkę i spojrzałam zaspanym wzrokiem na wyświetlacz. Ukazał mi się numer, który skądś kojarzyłam, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
- Słucham. - Odebrałam i przeczesałam palcami długie włosy, które aż prosiły się o porządne potraktowanie szczotką.
- Julie? - Usłyszałam charakterystyczny irlandzki akcent i uśmiechnęłam się szeroko. Zawsze lubiłam rozmawiać z Niall'em, bo był taki pozytywny i życzliwy. Kiedy Harry poznał mnie z całym zespołem to właśnie on wydał mi się najsympatyczniejszy. Oczywiście z resztą też bardzo dobrze się dogadywałam, ale to z blondasem łączyła mnie, można powiedzieć przyjaźń. Teraz, kiedy jestem teoretycznie innym człowiekiem Nialler z pewnością nie traktuje mnie jak za starych czasów, ale mimo to mam wrażenie, że mnie zaakceptował. Inaczej nie spędziłby ze mną tyle czasu i nie dzwoniłby teraz.
- Cześć Niall! Co słychać? 
- Heeeeeeeeej! - Wykrzyknął, przez co skrzywiłam się i odsunęłam delikatnie słuchawkę od ucha. - Wiesz co dzisiaj jest? - Spytał cały podniecony. Zdezorientowana uniosłam brwi do góry i czekałam aż mi powie o co chodzi.
- Nie wiesz, prawda? - Od razu posmutniał. Niesamowite, jak w ciągu paru sekund nastrój tego chłopaka może diametralnie się zmieniać.
- Powiedz o co chodzi, to się dowiem. - Odparłam, a ten westchnął cicho. Oczami wyobraźni widziałam, jak przeczesał dłonią swoje miękkie farbowane włosy.
- A więc, dzisiaj idziemy do klubu. My i ty. - Zaskoczona usiadłam na krześle i spytałam.
- Uważacie, że to dobry pomysł? Harry ma żałobę, dziwnie będzie jeśli pójdziemy bez niego... - Tak naprawdę to chodziło mi głównie oto, że nie chciałam iść nigdzie bez jego towarzystwa. Ale nie mogłam tak powiedzieć, dlatego palnęłam pierwsze, co przyszło mi do głowy.
- Hm, to nie jest problem Julie. On idzie z nami. - Odpowiedział, a ja otworzyłam szerzej oczy. - Powiedział, że woli iść na imprezę mimo swojego stanu niż siedzieć samemu w czterech ścianach. To podobno gorsze niż patrzenie na wszystkich bawiących się ludzi. W sumie to się jemu nie dziwię... Sam zwariowałbym na jego miejscu. - Pokiwałam głową na znak, że się z nim zgodziłam mimo, iż Niall nie mógł tego zobaczyć. 
- O której i gdzie ta impreza? - Usłyszałam głośne "wohoooo" wydobywające się z ust Irlandczyka, co wywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech. 
- Przyjadę po ciebie o 18:00! Ja już muszę kończyć, Zayn jęczy, że nie ma się w co ubrać i muszę z nim jechać na zakupy. Pa! - Wykrzyknął radośnie i się rozłączył. Odłożyłam komórkę na stół i poszłam do łazienki, aby doprowadzić się trochę do porządku. 

[...]

- Hm, chyba nie jest źle. - Powiedziałam przeglądając się w lustrze. Blond kosmyki włosów delikatnie pofalowałam i zostawiłam rozpuszczone. Twarz przykryłam jedynie jasnym podkładem, nigdy nie lubiłam kilogramów tapety na policzkach. Niebieskie oczy podkreśliłam ciemną kredką, aby ich kolor jeszcze bardziej się wyróżniał. Na koniec podkręciłam lekko rzęsy i pomalowałam usta jasnym błyszczykiem. Wydawało mi się, że efekt końcowy był naprawdę okej. 
Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i pomaszerowałam do garderoby, aby znaleźć odpowiedni strój. Niestety moja nowa szafa nie grzeszyła w ubraniach... Nie miała nic odpowiedniego na wyjście do klubu. Spojrzałam na zegarek - 17:30. 
- Niech to diabli! - Warknęłam i trzasnęłam drzwiami. 
- Na twoim miejscu wzywałbym aniołów, nie diabła. Z nami masz lepsze stosunki. - Odwróciłam się na pięcie i niemal wpadłam na Davida. Stał tuż za mną i uśmiechał się ironicznie, jak to chyba miał już w zwyczaju. Wywróciłam oczami i pokazałam palcem na szafę.
- Dlaczego nie wyposażyłeś mnie w fajne ciuchy, co? W czym ja pójdę? Nie mam czasu lecieć do sklepu! - Zmrużyłam oczy widząc, że moje zachowanie bardzo go bawiło. 
- Uspokój się, Juls. Wiesz, że mogę wiele - wystarczy poprosić. Ładnie poprosić. - Powiedział spokojnie i uniósł nieznacznie brwi do góry. Westchnęłam ciężko i odsunęłam się kawałek do tyłu.
- Bardzo, bardzo, ale to bardzo proszę cię o jakiś w miarę nadający się strój na dzisiejszy wieczór. - Mruknęłam, a David pokręcił przecząco głową. 
- To nie było przekonujące. Jeszcze raz. Postaraj się, zegar tyka. - Najchętniej odpysknęłabym mu coś, ale ponieważ był moją ostatnią deską ratunku to musiałam zachować spokój. Podeszłam do niego bliżej i położyłam delikatnie dłoń na jego prawym ramieniu. Uśmiechnęłam się szeroko i powiedziałam.
- Załatw mi coś ładnego, proszę. - Anioł zaśmiał się i pstryknął palcami. Po chwili w jego ręku leżała śnieżnobiała, śliczna sukienka. 
- Wow. - Wyrwało mi się. Chłopak kolejny raz tego dnia zachichotał i podał mi ubranie. Obejrzałam je dokładniej - było naprawdę cudowne. Ale czy to się nadaje do klubu? 
- David, ale to jest chyba zbyt.. - Nie mogłam dokończyć, ponieważ Anioł od razu wszedł mi w słowo.
- Nie ma żadnego "ale". Zakładaj to, bo z tego co wiem, to Niall już tu jedzie. Chyba nie chcesz mu się pokazać w piżamie? Nie to, że źle w niej wyglądasz, po prostu... Nieważne, idź się ubrać. - Machnęłam ręką i pobiegłam do łazienki. Wcisnęłam się w strój i jęknęłam, gdy zobaczyłam dokąd sięgała mi sukienka. 
- Zabiję cię! To jakiś żart?! - Krzyknęłam i wyszłam na korytarz. Ciemnowłosy zmierzył mnie wzrokiem, co spowodowało, że oblałam się rumieńcem. 
- O co ci chodzi? Dobrze jest! Nie wierzysz mi? - Spytał.
- Nie. Jest stanowczo za krótka! - Warknęłam w jego stronę rozgniewana. Ten uśmiechnął się i podszedł bliżej. Automatycznie zrobiłam krok w tył.
- Okej, może jestem nie z tej ziemi, nie muszę się znać na modzie i kobietach. Dlatego zobaczymy reakcję Horan'a. - Zdążył to powiedzieć, a w domu rozległ się dzwonek do drzwi. David popchnął mnie w ich stronę i zniknął. Niepewnie uchyliłam drewniane drzwi i ujrzałam odwróconego bokiem do mnie Niall'a. Pewnie gdyby nie moja miłość do Styles'a, właśnie zaparłoby mi dech z wrażenia. Blondyn miał na sobie czarne rurki z lekko opuszczonym krokiem, białe buty supra, do tego dobrał zielony t-shirt, a włosy postawił do góry, co dodało mu mnóstwo uroku. Odwrócił się w moją stronę z czarującym uśmiechem, który po chwili zniknął. Zastąpiło go ogromne zaskoczenie. Tak jak David przed chwilą zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. Niebieskie oczy chłopaka błysnęły, a z ust wydobyło mu się ledwie słyszalne "wow". Poczułam się trochę dziwnie - nie byłam przyzwyczajona do takiego zachowania płci przeciwnej. 
- Ślicznie wyglądasz, Julie. - Powiedział kiedy już trochę się ogarnął. Posłałam mu lekki uśmiech i odpowiedziałam.
- Ty też dobrze się prezentujesz. Dziewczyny w klubie oszaleją. - Zaśmiał się i pokręcił przecząco głową. 
- Raczej nie. Zbierajmy się, chłopaki są już w klubie. - Zgarnęłam z wieszaka płaszcz, założyłam buty i już po 5 minutach byliśmy w drodze. Co jakiś czas Nialler dyskretnie na mnie spoglądał, co sprawiało, że dziwnie się czułam. Nie byłam przyzwyczajona do takiego jego zachowania - zanim zginęłam, byliśmy jak rodzeństwo. Z tym, że wtedy byłam partnerką jego przyjaciela. Teraz Horan traktował mnie jak nowo poznaną osobę, wolną dziewczynę. Przestraszyłam się, że z czasem zacznie mu na mnie zależeć. Nie mogłam do tego dopuścić!
- Dlaczego ciągle jesteś sam, Niall? Każda fanka jest gotowa wyjść za ciebie, gwiazdom też się podobasz. Czemu nie masz dziewczyny? - Spytałam. Zawsze znałam odpowiedź, dużo o tym gadaliśmy. Musiałam jednak zobaczyć, co powie teraz.
Chłopak oderwał wzrok od jezdni i spojrzał na mnie. Nasze oczy się spotkały, co wprowadziło mnie w lekkie zakłopotanie - który to już raz dzisiaj nie wiedziałam co zrobić? Przestałam liczyć parę godzin temu.
- Alex - była Harry'ego zawsze ze mną o tym rozmawiała. Uważała, że to niedorzeczne, że taki "wspaniały chłopak" jest samotny. Odpowiadałem jej wtedy, że po prostu nie spotkałem na swojej drodze nikogo szczególnego. Mówiłem też, że bałem się tego, że ktoś nie zakocha się we mnie, tylko w moim koncie bankowym. Ale tobie chyba mogę powiedzieć prawdę... - Wytrzeszczyłam oczy nie wiedząc, co chciał mi powiedzieć. Przez moją głowę w jednej sekundzie przebiegło milion myśli, jedna gorsza od drugiej.
- Ja... Ja znalazłem kogoś takiego już dawno. Kogoś, w kim się zakochałem do szaleństwa. - Odetchnęłam z ulgą, ale po chwili uzmysłowiłam sobie, że zataił coś przede mną - a przecież mogliśmy sobie mówić wszystko! Czyżby mi nie ufał?
- Czemu nie chciałeś jej powiedzieć, kto to? - Musiałam wiedzieć. Musiałam wiedzieć czemu nie podzielił się ze mną tą informacją. Chłopak westchnął cicho i dodał gazu.
- Dlatego, że ona świetnie znała tą osobę. Powiedziałaby jej. A to koszmarny pomysł. - Zmrużyłam oczy kompletnie nie wiedząc o co chodzi..
- Kto to?
- Jej najlepsza przyjaciółka.. Suse. - Dosłownie wbiło mnie w siedzenie. Nie mogłam się powstrzymać, z moich ust automatycznie wydobyło się głośne "co takiego?!". Twarz Niall'a momentalnie poczerwieniała. Spojrzał na mnie cały wypłoszony.
- Tylko mi nie mów, że też ją znasz, błagam... - Mruknął cicho. Nie rozumiałam czemu tak długo przed wszystkimi to ukrywał.
- Em, spotkałam ją raz na cmentarzu, to tyle. - Odpowiedziałam starając się przy tym utrzymać pewny ton głosu. Chłopak ewidentnie odetchnął z ulgą. A ja nadal nie rozumiałam jego zachowania!
- Bo widzisz, Julie... Ja wiem, że ona do mnie nic nie czuje. Nawet się jej nie podobam. Po prostu nie jestem w jej typie... Dlatego starałem się nie pokazywać nikomu, jak bardzo mi na niej zależy. Gdybym powiedział Alex albo któremuś z chłopaków, ona od razu by się dowiedziała. A ja nie chciałem się rozczarować, byłem pewien że da mi kosza. Wolałem tłumić w sobie to wszystko, liczyłem, że w końcu mi przejdzie. - Nie wiedziałam co powiedzieć. On naprawdę zakochał się w Susane. W życiu bym na to nie wpadła! A ja głupia jeszcze przed chwilą martwiłam się, że to do MNIE może coś poczuć.
- Jesteśmy na miejscu. - Powiedział i zgasił silnik. W milczeniu wysiadłam z auta i pokierowałam się z chłopakiem do wejścia, przed którym stała ogromna kolejka wraz z ochroniarzem, który sprawdzał dowody osobiste. Mężczyzna widząc Niall'a przepuścił nas bez zbędnego czekania - byłam do tego przyzwyczajona, kiedy chodziłam w takie miejsca z Harry'm było to samo. Weszliśmy do środka i zaczęliśmy szukać chłopców. Okazało się, że w 3 wraz ze swoimi drugimi połówkami siedzieli w loży usytuowanej w lekko odosobnionym miejscu. Od razu zauważyłam brak Harry'ego, a także szerokie uśmiechy skierowane w moją stronę. Miło było widzieć, że zostałam zaakceptowana w towarzystwie. 
- Hej wszystkim! - Krzyknęłam, gdyż muzyka była bardzo głośna. Wszyscy pomachali w moją stronę i zsunęli się bliżej, abyśmy z Niall'em mogli usiąść. 
- Gdzie Hazza? - Spytał blondas, a każdy z chłopców spuścił wzrok. Perrie siedząca przy Maliku zrezygnowana wskazała palcem na bar. Od razu spojrzałam w tamtą stronę. Na jednym ze stołków siedział szatyn ubrany w czerwoną koszulę w kratę i czarne rurki. Miał spuszczoną głowę, w dłoni trzymał kieliszek z wódką. Nie wyglądał najlepiej...
- Dlaczego do cholery żaden z was do niego nie pójdzie i go nie ogarnie? - Bardziej warknęłam, niż powiedziałam. Poirytowali mnie, naprawdę. 
- No, bo to nic nie da! Prosiłem go, żeby nie pił, ale mnie zbył. - Mruknął Louis i podrapał się po głowie zmieszany. Wywróciłam tylko oczami.
Zdjęłam płaszcz i zostawiłam go Niall'owi. Stwierdziłam, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. Wstałam i poszłam w stronę ukochanego. Nie mogłam pozwolić na to, aby się spił i potem jeszcze sobie coś zrobił. 
Podeszłam do niego od tyłu i położyłam mu dłoń na ramieniu. Wzdrygnął się i pokręcił głową nawet na mnie nie patrząc.
- Spierdalaj. Nie mam ochoty z nikim gadać. - Prawdę mówiąc, nigdy nie słyszałam, aby zwracał się do kogoś takim tonem. Bardzo mnie to zdziwiło.
- To ja, Harry. - Słysząc mój głos odwrócił się gwałtownie i utkwił wzrok najpierw w mojej białej sukience, a później w twarzy. Jego pijany wzrok palił. Czułam, że oblałam się strasznym rumieńcem. 
- Juuuulie, przyszłaś patrzeć jak się staczam? - Słysząc to jak mówi stwierdziłam, że miał już parę kolejek za sobą. 
- Nie, przyszłam powiedzieć tej przeuroczej pani, - mówiąc to wskazałam palcem na barmankę - że ten pan już dziś nie pije. - Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie i pokiwała twierdząco głową na znak, że zrozumiała. 
-Chyba sobie kpisz. - Warknął Styles i wypił do końca alkohol, który trzymał w dłoni. - Nie będziesz mi mówić, co mam robić. - Słysząc to uniosłam brwi ku górze. Jego ton bolał, ale cały czas w myślach powtarzałam sobie, że był pod wpływem sporej dawki wódki. 
- Posłuchaj idioto. - Złapałam jego twarz w dłonie i przekręciłam w swoją stronę. - Możesz do mnie mówić co chcesz. Jutro będziesz żałował. Wiem, bo cię znam, kiedy jesteś pijany nie jesteś sobą. - Powiedziałam i od razu sama pożałowałam, bowiem posunęłam się trochę za daleko. Co jeśli się czegoś domyśli? 
Nie, spokojnie. Upił się. Jutro zapomni o wszystkim, co dziś mówił i usłyszał. Tak będzie. Na pewno. - W każdym razie, ogarnij się człowieku. Dzisiaj koniec z alkoholem. A jak będziesz się stawiał, to odwieziemy cię do domu. - Warknęłam, co zdziwiło pijanego Harry'ego. Uśmiechnął się i odstawił kieliszek na blat baru. 
- Jak się tak stawiasz, to wyglądasz identycznie jak Alex. Też masz charakterek kiedy trzeba. To właśnie w niej kochałem. A teraz.. - Urwał, by zobaczyć moją reakcję. Ponieważ starałam się zachować kamienny wyraz twarzy, już po chwili kontynuował. - Zatańczymy. - Złapał mnie za rękę i poprowadził na parkiet. 
Akurat DJ puścił wolną piosenkę, co chyba bardzo ucieszyło Styles'a. Przysunął się do mnie tak, że praktycznie stykaliśmy się ciałami. Ciepło jego ciała sprawiło, że mimowolnie zadrżałam. Dam sobie rękę uciąć, że to zauważył. Swoje dłonie położył mi na biodrach, chyba po to abym mu nie zwiała. Przez chwilę kołysaliśmy się w rytm piosenki, której tekst idealnie opisywał sytuację, w której się znalazłam. Cały czas rozglądałam się na boki, ale ponieważ od dłuższego czasu czułam, że Harry wręcz wywiercał dziurę w mojej twarzy swoim wzrokiem, postanowiłam na niego spojrzeć. Kiedy nasze oczy się spotkały posłał mi uśmiech, od którego zmiękły mi kolana. Gdyby nie to, że tak mocno mnie trzymał pewnie już osuwałabym się na podłogę klubu. Byłam ciekawa, czy chłopak zdawał sobie sprawę z tego, jak w tym momencie na mnie działał. 
Piosenka się skończyła, ale szatyn nadal trzymał mnie w swoich objęciach i nie spieszyło mu się do tego, żeby mnie puścić. Posłałam mu zdziwione spojrzenie, ale nic sobie z tego nie zrobił.
- Idę do łazienki. - Powiedziałam i wyrwałam się z jego uścisku. - Zero wódki, pamiętaj. Zaraz przyjdę. - Pobiegłam w stronę toalety i zamknęłam się w niej. Podeszłam do lustra i spojrzałam w swoje odbicie. Czerwone policzki, nienaturalnie powiększone źrenice, skołtunione włosy... Innymi słowy, siedem nieszczęść. Przeczesałam palcami blond kosmyki i stwierdziłam, że tak lepiej. Ostatni raz spojrzałam we własne oczy w ogromnym lustrze i wyszłam z pomieszczenia na salę. Natychmiast zaczęłam szukać wzrokiem Hazzy i kiedy już go zobaczyłam chciałam iść w jego stronę, ale to co właśnie zrobił sprawiło, że gdyby nie ściana znajdująca się tuż za mną, już leżałabym jak długa z zaskoczenia i bólu. 
- To nie dzieje się naprawdę... - Szepnęłam, ale sama nie wierzyłam w to co mówiłam. Moja miłość życia przypierała właśnie do ściany naprzeciwko długonogą brunetkę, która z niesamowitą fascynacją wpijała mu się w usta. A on nie miał nic przeciwko. 
Poczułam, że słone łzy spłynęły po moich policzkach. Ruszyłam szybko do loży, w której zastałam tylko Niall'a piszącego smsa. Chłopak widząc moją minę wstał i objął mnie opiekuńczo. Niestety, nawet to nie poprawiło mi nastroju. Odsunęłam się od Irlandczyka i sięgnęłam po płaszcz, który tu zostawiłam. 

- Julie, co się stało? Ktoś cię skrzywdził? Czemu płaczesz?! Powiedz, który to, a się nim zajmę. O, Harry do nas idzie, on mi pomoże! - Słysząc to odwróciłam się i pobiegłam w stronę wyjścia. Łzy nadal lały się ciurkiem po mojej twarzy. Lodowate powietrze trochę mnie uspokoiło, jednak nie na tyle, bym mogła racjonalnie pomyśleć. Chciałam złapać jakąś taryfę, ale żadna nie przejeżdżała. 
- Niech to szlag! - Wrzasnęłam dławiąc się słonymi kroplami. Zaczęłam iść chodnikiem w stronę domu - czekał mnie długi, samotny spacer. Przeszłam jakieś 20 metrów i usłyszałam za sobą znajomy, męski głos.
- Julie, poczekaj! - Styles krzyczał, ale nie zwracałam na to uwagi. Nawet się nie odwróciłam, tylko pobiegłam przed siebie. Nie mogłam w tej chwili na niego patrzeć. Czułam, że rozpadłam się właśnie na milion kawałków. 


____________

Ta dam! Wróciłam! Chyba...
Wybaczcie mi tak długą nieobecność i jakość tego rozdziału... Dawno nic nie pisałam. :/
Będę szczera - nie wiedziałam co wymyślić. Wszystko, co tu opisałam zostało wykminione spontanicznie, oprócz wątku z Niallerem. On był już wcześniej mniej więcej zaplanowany. 

Za wszelkie błędy językowe, powtórzenia czy też błędy logiczne z całego serca przepraszam raz jeszcze! :) 
Jestem chora - nie wiedziałam co piszę xd

Do tego chciałabym poinformować, iż zakładam właśnie zakładkę "pytania". Jest ona dla Was - jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć o blogu, historii czy o mnie samej - walcie śmiało, odpowiem na wszystko :) 
Mogą być to też pytania bezpośrednio do bohaterów. Postaram się na nie odpowiedzieć najlepiej jak umiem.

+ WAŻNE. Przepraszam, że ostatnio nie komentowałam Waszych blogów. Wszystkie rozdziały czytałam na komórce, a zanim bym na niej napisała komentarz to trochę by się zeszło.. Poprawię się. A Wasze chaptery były super, bez wyjątku. Ale Wy powinniście dobrze o tym wiedzieć ;)

64 obserwatorów - czujecie to? ♥ 

AAAA, NAJWAŻNIEJSZE I NAJWAŻNIEJSZYCH! 
Z całego serca dziękuję Rudej za TO !
Uśmiech sam ciśnie mi się na buźkę, kiedy to czytam. Nie wiedziałam, że komuś tak bardzo może spodobać się to, co tworzę. : * 

czwartek, 21 listopada 2013

Ważne!

Witajcie.
Wiele osób pyta mnie co z następnym rozdziałem, kiedy go wreszcie dodam i napiszę. Postanowiłam poinformować Was  o tym jaka jest u mnie sytuacja. 
Mam szlaban (tak wiem, znooowu) na laptopa. Blogger w telefonie działa jak działa, nie mogę pisać postów.
Teraz jestem na kompie tylko dlatego, że muszę podrukować pomoce naukowe (czyt. ściągi, ale cii) na jutro. Nie mam nawet jak poczytać i pokomentować blogi, które mam w liście czytelniczej, za co bardzo przepraszam.

Nie wiem kiedy dodam nowy rozdział. Wiedzcie, że mam wenę i pomysł na dalsze losy Alex/Julie i z chęcią bym się nim podzieliła, ale naprawdę nie mam obecnie jak. 

Liczę, że cierpliwie poczekacie, aż skończy mi się kara. Pamiętajcie, że Was kocham, jesteście najlepszymi czytelnikami ever! : )